18 lut 2016

Biuletyn Nr 10, luty 2016



01 02 2016 72. rocznica akcji "Kutschera"
1 lutego 1944 r. został wykonany wyrok śmierci na Dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski (SS-Brigadeführera und Generalmajora der Polizei) Franzu Kutscherze. Kutschera był zbrodniarzem niemieckim odpowiedzialnym za terror i egzekucje uliczne w Warszawie. Zamach na „kata Warszawy” przeprowadził Oddział Dywersji „Agat” Szarych Szeregów AK. Rozkaz zgładzenia Kutschery wydał dowódca Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK pułkownik August Emil Fieldorf „Nil”.

W akcji wzięło udział 12 osób: Bronisław Pietraszewicz „Lot”, Stanisław Huskowski „Ali”, Zdzisław Poradzki „Kruszynka”, Michał Issajewicz „Miś”, Bronisław Hellwig „Bruno”, Kazimierz Sott „Sokół”, Marian Senger „Cichy”, Zbigniew Gęsicki „Juno”, Henryk Humięcki „Olbrzym”, Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama”, Elżbieta Dziębowska „Dewajtis”, Hanna Szarzyńska-Rewska „Hanka”. Operacja rozpoczęła się kilka minut po godz. 9.00. Zamach był przeprowadzony w rejonie skrzyżowania ul. Piusa XI i Alei Ujazdowskich oraz ul. Szopena. Skuteczna akcja trwała 1 minutę i 40 sekund.

Po raz pierwszy żołnierzom Polskiego Podziemia udało się zabić dygnitarza niemieckiego o tak wysokiej randze. Podczas akcji zostało zabitych lub ranionych co najmniej kilku niemieckich policjantów i żołnierzy. Po początkowych represjach w odwecie za akcję (zamordowanie 100 zakładników), w połowie lutego 1944 r. Niemcy zaprzestali publicznych egzekucji w Warszawie.



Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

23 02 2016 MUZYKA POD LIBERATOREM. 
Koncert muzyki STEFANA KISIELEWSKIEGO


Bohaterem wieczoru w Muzeum Powstania Warszawskiego będzie Kisiel-kompozytor. Cięty publicysta, błyskotliwy literat, komentator i uczestnik życia politycznego Stefan Kisielewski uważał się przede wszystkim za kompozytora i pisarza. Ukończył trzy wydziały Konserwatorium Muzycznego, a w jego dorobku znajduje się sto utworów. Te fortepianowe, młodzieńcze kompozycje z czasów okupacji i lat 50. zabrzmią w ramach kolejnego spotkania z cyklu „Muzyka pod Liberatorem”. W programie m.in. „Danse vive” z 1939 roku – utwór, którego zapis nutowy spłonął w czasie Powstania Warszawskiego. Po wojnie odtworzył go z pamięci pianista Lech Miklaszewski, dla którego Kisiel napisał tę kompozycję. W czasie okupacji powstały „Preludium i fuga”, „Toccata” oraz „Serenada”, a pierwsza połowa lat 50. to m.in. „Capriccio Ustico” oraz „Suita”.

Utwory Stefana Kisielewskiego wykona Magdalena Lisak – pianistka, specjalistka w odczytywaniu fortepianowych utworów kompozytora. Artystka dziś związana z Akademią Muzyczną w Katowicach jest laureatką XIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego imienia Fryderyka Chopina w Warszawie. Nagrała jedną z najlepszych płyt monograficznych Kisiela.

Podczas koncertu, dzięki radiowym archiwaliom, usłyszymy też głos samego Kisiela, a gościem specjalnym wieczoru w Muzeum Powstania Warszawskiego będzie syn kompozytora Jerzy Kisielewski, który opowie o miłości ojca do „czarnego pudła” i Warszawy.

23 lutego, godz. 19.00. Muzeum Powstania Warszawskiego, ul. Grzybowska 79. Wstęp wolny.

Spotkanie poprowadzi Barbara Schabowska, dziennikarka radiowej Dwójki. Organizatorami cyklu są Muzeum Powstania Warszawskiego, Polskie Wydawnictwo Muzyczne oraz Program 2. Polskiego Radia.


Widziane z krzesła Honorowego 
Prezesa Andrzeja Targowskiego.

Sąsiedzi - odwieczny syndrom Polski, albo kto komu pomógł w II WŚ


Los m.in. Dzieci ’44 wynikał z zakleszczenia Polski miedzy młotem Niemiec a kowadłem Rosji. Sytuacja nie do pozazdroszczenia przez inne państwa świata. W 1939 r. Polska miała 7 sąsiadów, z których tylko 3 żyło w zgodzie z Polską: Węgry, Rumunia i Łotwa, (choć formalnie to maleńkie państwo wycofało ambasadora z Polski w 1939 r. wskutek pożaru ambasady w Warszawie). Kiedy po 123 latach Polska odzyskała niepodległość w 1918 r., nasz kraj żył w niezgodzie, z wielkimi sąsiadami Niemcami i Rosją a także i z mniejszymi jak Czechosłowacja i Litwa. Wynikiem takiego stanu polskiego sąsiedztwa po I Wojnie Światowej był IV Rozbiór Polski w 1939 r, i zabicie 5 milionów polskich obywateli, czyli co 6-tego obywatela oraz zniszczenie stolicy Warszawy, w której mieszkaliśmy.
Dlatego sprawa dobrych stosunków z sąsiadami powinna być najważniejszym priorytetem polityki zagranicznej III RP po 1989 r, oraz troski Dzieci ’44. Marszałek J. Piłsudski świetnie orientował się w szachownicy naszego sąsiedztwa i dlatego próbował rozwinąć ideę Międzymorza przed I wojną światową w ramach federacji państw Europy Środkowej i Wschodniej. Docelowo do Międzymorza należeć miał obszar między morzami Adriatyckim, Bałtyckim a Czarnym („Morza ABC”), a konkretnie Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, Czechosłowacja, Węgry, Rumunia, Jugosławia oraz ewentualnie Finlandia. Nic z tego nie wyszło. Za duży projekt.
Potem J. Piłsudski namawiał Francję na prewencyjne zaatakowanie Niemiec w 1933 r, aby zapobiec ich militaryzacji sprzecznej z Traktatem Wersalskim. Niestety Francuzi nie chcieli tej wojny, pomni dwóch ciężkich wojen z Niemcami w 1870-71 r. i 1914-18 r. Po śmierci Marszałka J. Piłsudskiego w 1935 r. polska polityka zagraniczna została oparta na iluzji i honorze ministra spraw zagranicznych. Iluzją było liczyć, że pacyfistyczna Francja i nieuzbrojona W. Brytania wypowiedzą na serio wojnę Niemcom w 3 dni po ich ataku na Polskę w 1939 r. Wprawdzie, Francuzi i Anglicy wypowiedzieli wojnę Niemcom 3 września 1939 r i Brytyjczycy spowodowali pewne morskie blokady oraz przeprowadzili naloty na niektóre porty morskie, ale potem byli bezczynni. Natomiast niedotrzymanie przez Francję zobowiązania o przystąpieniu do ofensywy przeciw Niemcom w 15-tym dniu po rozpoczęciu wojny ośmieliło ZSRR do napaści na Polskę i skazało armię polską na samotną i beznadziejną walkę z najeźdźcą hitlerowskim. A przecież Francuzi i Brytyjczycy mieli 110 świetnie uzbrojonych dywizji a Niemcy na zachodzie tylko 20 i mogli być szybko pokonani.
Sojusz z daleką W. Brytanią i Francją w 1939 r. zawiódł. Na ironię losu warto zauważyć, że to Polska przyszła z pomocą wojskową Francji po jej niemieckim ataku 12 maja 1940 r. i W. Brytanii po niemieckim ataku lotniczym w tzw. „Bitwie o Anglię” 8 sierpnia 1940 r, w której 5% polskich pilotów (stanu wszystkich pilotów) zestrzeliło 11% niemieckich samolotów.  We Francji gen. Wł. Sikorski zdołał zorganizować 85,000 tysięcy żołnierzy spośród wojskowych, którzy przedostali się z Polski oraz z Polaków żyjących we Francji, Belgii i Holandii. W tym wojsku byli polscy lotnicy z kampanii polskiej-1939, którzy samotnie bronili nieba francuskiego i musieli płacić za ciepłą wodę do kąpieli we francuskich koszarach. Niestety Francuzi nie mieli ochoty do walki z Niemcami i Brytyjczycy przejęli WP do siebie na wyspę a potem je użyli w „Bitwie o Anglię” (piloci) i pancerniaków gen. St. Maczka w inwazji na Europę w D-Day 6 czerwca 1944 r. Natomiast II Korpus Polski, (który opuścił ZSRR w 1942 r.) dowodzony przez gen. Wł. Andersa pomagał Brytyjczykom w okupowaniu Iraku, Palestyny i Egiptu a następnie wspierał ich w zwycięskich walkach w Afryce w 1943 r, aż po inwazję na Włochy i w Bitwie pod Monte Cassino (17.I-19.V. 1944). To wielkie poświęcenie Polaków w II WŚ po stronie Zachodu skończyło się oddaniem Polski do Sowieckiego Bloku, w tym przez Amerykanów, którzy dyktowali warunki zakończenia II WŚ.
Dziś po 71 latach od II WŚ Amerykanie trzymają parasol ochronny nad całym politycznym Zachodem od Europy po Australię i Biegun Południowy oraz Północny, w tym nad Taiwanem i Japonią. Polska będąc w NATO szczęśliwie znajduje się pod tym Parasolem także. Ale ów Parasol będzie tym lepiej działać im bardziej będą ściśnięci Europejczycy pod nim. Jeśli Polska wysunie się z tego scalonego rdzenia Europy na zewnątrz tego Parasola i będzie zachowywać się jak w 1939 r. to należy wątpić czy Amerykanie będą chcieli umierać po raz drugi za „Danzig” albo „Białystok.”
Warto przypomnieć, że na początku 1939 r. Polska i Czechosłowacja miały łącznie 80 pełno-składowych dywizji i świetne czeskie uzbrojenie i amunicję. Podczas gdy Niemcy mieli też 80 dywizji (60 na Wschodzie i 20 na Zachodzie), ale szkieletowych, w organizacji. Gdyby Polacy wtedy nie lekceważyli sąsiadujących Czechosłowaków („Pepiczków”) to prawdopodobnie II WŚ nie wybuchłaby w 1939 r. Może i nie byłoby PW w 1944 r. i nasi rodzice by żyli a także 200,000 Warszawiaków. Nie mówiąc o 5 milionach polskich obywateli. 

Andrzej Targowski


A więc jest to dziesiąty, lutowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 Warszawa.


Zostań wolontariuszem, wesprzyj nas.
Może pomożesz zbudować naszą stronę internetową. 
Może zgodzisz się spotkać z uczniami jednej z warszawskich szkół i opowiesz swoje przeżycia. 
Przygotowujemy się do obchodów powstania w dniu 1 sierpnia 2016. Czy chcesz pomóc? 
Czy możesz pomóc nam w nawiązaniu kontaktu z organizacjami kombatackimi, historycznymi? 


20 sty 2016

Biuletyn Nr 9, styczeń 2016

Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

22 01 2016 Poznańska Scena Młodych. „Wesele poety” (1944-2014)

“Wesele poety” to projekt Poznańskiej Sceny Młodych przygotowany z okazji 70-­tej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Koncert to poemat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego “Wesele Poety” z muzyką Juliusza Czwakiela. Wokalistom towarzyszy zespół muzyczny oraz projekcje multimedialne.
Poemat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego zabiera słuchaczy w niezwykłą podróż po świecie wyobraźni. Muzykę opracował Krzysztof Powalisz ­ nauczyciel, muzyk, jazzman. Aranżacje czerpią z osiągnięć awangardy jazzu wykorzystując skomplikowane harmonie. Dużą wagę ma tu śpiew. Anna Zalewska-Powalisz, reżyserka jest także odpowiedzialna za przygotowanie wokalne. W interpretacjach piosenek wyraźnie zaznaczona jest indywidualność poszczególnych wokalistów. Zespół muzyczny składa się ze studentów i absolwentów poznańskich uczelni muzycznych, muzyków profesjonalnych.

Muzyka do Wesela Poety powstała w latach 1980-­tych dla Anny Zalewskiej-Powalisz. Przez ten czas program był wielokrotnie wykonywany i opracowywany stając się bardzo osobistą wypowiedzią artystki, która dziś dzieli się nią ze swoimi podopiecznymi.

Poznańska Scena Młodych to projekt edukacyjny Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Poznania w ramach którego w Piwnicy Artystycznej przy Zespole Szkół Komunikacji działa “otwarta szkoła talentów”. Podstawą działań są regularne lekcje śpiewu oraz praca nad koncertem finałowym. Do tej pory Scena przygotowała 6 koncertów, w których wzięły udział dziesiątki młodych ludzi, nie tylko z Poznania.
Krzysztof Kamil Baczyńki “Wesele Poety” 60 min

22 stycznia 2016, godz. 20.00. Sala pod Liberatorem, Muzeum Powstania Warszawskiego. Bezpłatne wejściówki na spektakl do odbioru w kasie Muzeum.


28 01 2016 „Archiwum Zgrupowania Armii Krajowej Chrobry II”


Zapraszamy na premierę książki Katarzyny Utrackiej i Izabeli Mrzygłód „Archiwum Zgrupowania Armii Krajowej Chrobry II”. Dwutomowa publikacja źródłowa poświęcona jest jednemu z największych oddziałów Powstania Warszawskiego – Zgrupowaniu „Chrobry II” walczącemu w Śródmieściu Północ.
28 01 2016, godz. 18:00. Muzeum Powstania Warszawskiego, Audytorium Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Wstęp wolny.

Miejsca upamiętniające Powstanie Warszawskie - Stary Mokotów, ulice Madalińskiego, Kazimierzowska.
Tablica Batalionu Bałtyk, róg ul. Kazimierzowskiej i Narbuta.
 
Tablica pamięci prof. Kuntzego - róg Madalińskiego i Kazimierzowskiej

Link do prezentacji Powstanie na Mokotowie w formacie PowerPoint (ppt). 


Widziane z krzesła Honorowego Prezesa Andrzeja Targowskiego.


Przeżyliśmy, więc przypominamy o „Gestapo i AK”

   Rolą naszą, Dzieci ’44 nie jest tylko pamiętać o podwójnym horrorze warszawskiej Hiroszimy, ale przypominać, co z tego wynika dla współczesności. Tak się składa, że chyba należę do nielicznych, którzy żyją i mieli osobisty kontakt z Gestapo i AK, czyli w sprawie podniesionej w polityce w grudniu 2015 r., zatem mogę coś w tej sprawie powiedzieć. Dla formalności powiem, że w 1940 byłem z Matką śp. Haliną na widzeniu z moim Ojcem śp. Stanisławem w Gestapo w osławionej alei Szucha. Natomiast Rodzice należeli do ZWZ a Matka potem do AK (14-krotnie ranna w „44”), raz w naszym mieszkaniu odbyło się posiedzenie Delegatury Polskiego Rządu na Kraj. Szczęśliwie w Gestapo nie byłem w owym „tramwaju” w piwnicach, ale w słonecznym biurze na piętrze, gdzie Gestapowiec częstował mnie cukierkiem, bo w sumie chciał zmiękczyć Ojca, aby sypał współpracowników z Podziemia. Odmówił i został wysłany do Auschwitz a następnie został zamordowany w Nordhousen Dora. Taką postawę przyjmowało większość Polaków w podobnej sytuacji. Były wyjątki, które wynikały zwykle z torturowania. Znane przypadki współpracy rodaków z Gestapo kończyły się wykonanymi wyrokami śmierci przez żołnierzy Podziemia.  Natomiast kobiety, które przyjaźniły się z Niemcami były strzyżone na łyso. Był jeden znany haniebny casus wydania Szefa AK—gen. Stefana Grota-Roweckiego w 1943 r. przez grupę Polaków kierowaną przez niby Polaka a de facto arystokratę pochodzenia niemieckiego Ludwika Kalksteina - Stolińskiego. Wyrok śmierci na członku tej grupy Eugeniuszu Świerczewskim został wykonany, natomiast żona Ludwika-Blanka Kaczorowska uniknęła śmierci, ponieważ była w ciąży (zmarła w Paryżu w 1971 r.). Natomiast Kalkstein uratował się i nie dał się złapać żołnierzom Podziemia. Po wojnie w PRL otrzymał niski wyrok, co umożliwiło mu szpiegowanie Radia Wolna Europa w Monachium, gdzie zajmował się biblioteką. Zmarł w Paryżu w 1994 r., stojąc stale za kotarą okna na ulicę, wypatrując ewentualnych zamachowców na jego życie.
   Oczywiście działała w Polsce tzw. V-ta Kolumna złożona z niektórych Niemców lub Polaków pochodzenia niemieckiego, którzy mieszkali w Polsce. Jednakże większość Polaków niemieckiego pochodzenia nie zdradzała swego kraju osiedlenia. Nawet przepłacali życiem jak np. śp. ewangelicki Biskup Juliusz Bursche, który zmarł w więzieniu Gestapo Moabit w Berlinie w 1942 r., gdzie się znalazł w wyniku odmowy podpisania listy Volksdeutscha. Jego bratanek Jan walczył w Powstaniu na Mokotowie, natomiast Jana szwagier Lindner, jako polski oficer stał w szeregu z innymi polskimi oficerami o nazwiskach Hubner, Miller, Krauze itp., którzy oddawali swe szable na Helu w 1939 r. niemieckiemu oficerowi o nazwisku Wiszniewsky.
  Niewątpliwie były przypadki tzw. szmalcowników, którzy sypali Okupantowi współobywateli Żydów, których majątek chcieli przechwycić. Liczba tych przypadków jest niewspółmiernie niska w porównaniu do tego typu spraw, jakie miały miejsce we Francji i Włoszech, o których się w ogóle nie mówi. Jeśli Podziemie znało nazwiska szmalcowników to ich los był przesądzony.
  Polska obok Portugalii, Grecji i Jugosławii (w zasięgu władzy Partyzantów Josepha Broz Tity) była wśród tylko czterech krajów w Europie, gdzie współpraca z Niemcami była dyshonorem. Nawet na jednej z angielskich wysepek, zajętych przez Niemców, gdy mieszkańcy spytali premiera W. Churchilla, co mają robić, on im polecił, aby słuchali się Okupanta i go nie zwalczali.  
   Niemcy-okupanci często mówili po polsku, bowiem mogli to być Ślązacy, którzy szukali swej niezależności (i nadal ją szukają) i mieli ciągoty do silniejszego państwa o wysokiej technice uprzemysłowienia a więc o wyższym poziomie życia. Wielu z nich zachowywało się przyzwoicie wobec Polaków a nawet na polu walk przechodzili na stronę Aliantów.  W oddziałach SS nie było oddziałów złożonych z Polaków, a takie oddziały były złożone z Francuzów, Włochów, czy Rosjan (tych ostatnich służyło w SS około 2 miliony).

   Z przytoczonych faktów wynika, że współpraca Polaków z Gestapo i w szerszym sensie z Niemcami była bliska statystycznego błędu po przecinku, minimalna jak na ówczesną populację 30 milionowego kraju o różnym składzie etnicznym.  Z tego faktu my Polacy możemy być dumni. 

  Andrzej Targowski   


A więc jest to dziewiąty, styczniowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 Warszawa.


Zostań wolontariuszem, wesprzyj nas.
Może pomożesz zbudować naszą stronę internetową. 
Może zgodzisz się spotkać z uczniami jednej z warszawskich szkół i opowiesz swoje przeżycia. 
Przygotowujemy się do obchodów powstania w dniu 1 sierpnia 2016. Czy chcesz pomóc? 
Czy możesz pomóc nam w nawiązaniu kontaktu z organizacjami kombatackimi, historycznymi? 

16 gru 2015

Biuletyn Nr 8, grudzień 2015

15 grudzień 2015.

Życzenia Świąteczne (nieco żartobliwe).



U drzwi zabrzęczał dzwonek. Otworzyłem. W drzwiach stał Święty Mikołaj.
- Tu nie ma dzieci – wnuki też już podrosły i mieszkają same - powiedziałem.
- Ja do pana – powiedział Mikołaj – wejdźmy do środka bo ciasno.
Rzeczywiście na podeście było tłoczno, bo za Mikołajem stało sześć reniferów zaprzężonych do potężnych Mikołajowych sań. Na tyle sań leżały worki z prezentami. Uwagę moją przyciągnęła leżąca na przednim siedzeniu ogromna barania szuba.
 – Pewnie to nią okrywa się Mikołaj pośród swych gwiezdnych wojaży - pomyślałem.
Mikołaj kiwnął głową:
- Tak, bywa tam zimno. Na przykład koło Saturna – w średniej minus sto dziewięćdziesiąt trzy stopnie.
Ocknąłem się:
- Ależ proszę, proszę bardzo do środka. Choć tam też będzie ciasnawo. Wie pan, panie Święty Mikołaju, to było budowane za Gomułki, metraże wtedy były bardzo oszczędne.
- Wiem, wiem, panie Andrzeju – chyba mogę się tak do pana zwracać? – Mikołaj przerwał i po chwili ciągnął dalej:
- Wiem, pana budynek dostał wtedy tytuł Mister Warszawy. Nowoczesne rozwiązania, zsypy do śmieci, nie jedna a dwie windy w jednym budynku.
- Zsypy – pomyślałem – a może jak Mikołaj jest Święty, to mógłby coś poradzić na te karaluchy.
- Nie panie Andrzeju – Mikołaj pokiwał przecząco głową - na karaluchy sposobu nie mam. Nawet u nas ...
Mikołaj przerwał, pogodna dotąd twarz posmutniała.
- No tak – pomyślałem -w niebie każdy zsyp to kilometry a może i całe lata świetlne.
- Ale do rzeczy – powiedział Mikołaj – na ciasnotę sposób mam.
Spoglądając na sanie z reniferami złożył zaciśniętą pięść prawej dłoni w lewą powiedział:
- Zoom minus 10.
Na moich oczach zaprząg zmniejszył się dziesięciokrotnie. Stukając maluteńkimi kopytkami renifery wspięły się na próg i wciągnęły sanie do mieszkania.
Oniemiałem. Przecież to nie był tak często używany przeze mnie zoom kamery cyfrowej. To był zoom rzeczywistości. Z renifera pełnego rozmiaru do wielkości myszki. To było moje wydarzenie roku, a może i więcej niż roku. Musiałem spróbować, w takiej sytuacji nie można być tylko widzem.
Zacisnąłem prawą dłoń w lewej i w myślach powiedziałem:
- Zoom plus pięćdziesiąt.
- Nie, nie panie Andrzeju, tak nie można – trzeba być realistą, trzeba uważać na metraż. A w ogóle to jestem u pana w ramach public relations – powiedział Mikołaj.
- Ale pan czyta w moich myślach.
- Tak, to bardzo łatwe, nie ma o czym mówić. A wracając do zoomu, to może pan spróbować takiego malutkiego zoomika – plus dwa. No śmiało. I nie musi pan aż tak zaciskać dłoni. To niezdrowe, pan dużo pracuje z komputerem, trzeba dłonie oszczędzać.
- A minus cztery?
- No... Może być, ale nie na moich przyjaciołach z zaprzęgu.
Znów zacisnąłem prawą dłoń w lewej i powiedziałem:
- Zoom minus cztery.
Tylko że tym razem w zaciśniętej prawej dłoni trzymałem wezwanie do zapłaty pożyczonej kiedyś kwoty sto tysięcy złotych.
- W końcu będą to radosne i wolne od trosk Święta – pomyślałem.

CZEGO I WAM, DRODZY PRZYJACIELE SERDECZNIE ŻYCZYMY.
  

Wydarzenia, notatki, opinie.


Prezentacja książki "Okruchy tamtych dni"

26 listopada 2015 Stowarzyszenie nasze zostało zaproszone przez Fundację Polskiego Państwa Podziemnego na prezentację książki Stanisława Jarzyny ps. Pionek z zgrupowania „Krybar” pt: „Okruchy tamtych dni” (wydawnictwo Sic).
Prezentacja prowadzona była przez córkę pana Jarzyny Lidię Wiśniewską,  jej męża Zygmunta Wiśniewskiego oraz wnuczkę z mężem. Do zaprezentowania swoich opinii został zaproszony m.in. profesor Janusz  Paszyński, również żołnierz Krybara. Spotkanie miało formę wspomnienia członków  rodziny o Stanisławie Jarzynie, jego pracy,  walce, działalności kombatanckiej i życiu wśród trzech pokoleń jego najbliższej rodziny. Pionek dołączył do Powstania jako 32- letni mężczyzna, ojciec dwu córek.
Pionek był dowódcą drużyny III Zgrupowania i walczył na Powiślu w rejonie ulic Dobrej, Tamki,  Smulikowskiego, Kopernika.  Książka opisuje m.in. szczególnie krwawe ofiary poniesione przez  Powstańców  Krybara w walkach wokół średnicowej linii kolejowej, bezlitośnie ostrzeliwanej przez Niemców z mostu kolejowego.  Autor z pozycji wyszkolonego żołnierza opisuje sukcesy jak i analizuje porażki zgrupowania oraz  ich przyczyny.
Profesor Paszyński poproszony o zabranie głosu negatywnie ocenił dopuszczenie do druku przez redaktorów MPW fragmentu wspomnień, w którym Pionek opisuje swoją przypadkową obecność  podczas rozstrzeliwania jeńców niemieckich wychodzących z palącego się baraku na ul. Pierackiego. Przypomniał, że powstańcy z jego kręgu podjęli zobowiązanie o nierozgłaszaniu takich wydarzeń.   
W odpowiedzi na opinię prof. Paszyńskiego zabrał głos jedna osób z obecnych na sali, przedstawiająca się jako historyk. Powiedział on, że prawda historyczna musi być ujawniana, w przeciwnym razie skutki zatajenia mogą być bardziej szkodliwe. Córka autora wspomniała o szerszym kontekście tego wspomnienia.   
W książce można przeczytać, ze dla autora, który był świadkiem  bestialskiego rozstrzelania niewinnych 25 osób z łapanek na zboczu wiaduktu przy dworcu  gdańskim, widok podobnego odwetu nie był w sposób oczywisty tak odrażający.  Autor obserwował wówczas  obojętną reakcję niemieckiego pracownika kolei, który też przez przypadek widział tę egzekucję.

W trakcie spotkania zabrała głos pani Janina Kopera, która odczytała swoje wzruszające, dziecięce wspomnienia z Powstania  na Woli. Po niej swoje przeżycia opowiedziała pani Eulalia Rudak z Fundacji Moje Wojenne Dzieciństwo.  Jej fundacja zebrała na swojej stronie internetowej 18 tomików wspomnień dzieci. Zachęcała do publikowania podobnych wspomnień.
                                                                                                  Wojciech Łukasik
   

Widziane z krzesła Honorowego Prezesa Andrzeja Targowskiego.


Mądrość, prawda i odpowiedzialność (część druga)

   Nie wiadomo, czy Hitler poszedłby na zawarcie pokoju w 1943 r., ale z pewnością Roosevelt o tym też nie wiedział, i na wszelki wypadek nie chciał ryzykować. Nawiasem mówiąc, Roosevelt był pod wrażeniem Stalina, zwłaszcza, że jego bliski doradca był szpiegiem Stalina. Tak, że nie można było spodziewać się, że amerykański Prezydent powie w czasie wojny Stalinowi „walczcie z Niemcami, ale po jej wygraniu Polskę zostawcie nam.” W traktacie teherańskim tę sprawę pozostawiono wolnym wyborom, które Stalin potem kazał sfałszować, czego wynikiem było wypowiedzenie przez Zachód Zimnej Wojny ZSRR w 1945 r., czyli przyjaźń z czasów wojny została jednak zastąpiona wojną, a powodem do tego były procesy sowietyzacji, zachodzące w Polsce. Szczególną rolę w tej Zimnej Wojnie odegrał prezydent H. Truman, który zawsze wypominał Sowietom niezrealizowanie wolnych wyborów w Polsce.
   Dla nas Polaków byłoby milej, gdyby Zachód, zamiast Zimnej Wojny, uderzył na ZSRR zaraz w 1945 r. i to pod dowództwem naszego wspaniałego gen. Wł. Andersa, który tylko czekał na dopisanie „Ostatniego Rozdziału.” Niestety piszę ten rozdział dopiero po 70 latach. Choć na naszym ciele trwało historyczne doświadczenie praktyk komunizmu, który dzięki nam, a nie komu innemu, został całkowicie skompromitowany i wyrzucony na śmietnik historii.
   Warto przypomnieć, że Roosevelt nie liczył się także z Francuzami i nie uważał ich za języczek u wagi w wojnie w Europie. Zresztą te wzajemne animozje amerykańsko-francuskie dają znać o sobie nawet dzisiaj. Oczywiście po wygraniu wojny z Niemcami w 1945 r, Amerykanie chcieli natychmiast wracać do siebie do domu, a nie jeszcze walczyć o „Danzig.”
   W przypadku zawarcia pokoju niemiecko-sowieckiego, albo by powrócono do traktatu Ribbentrop-Mołotow, albo skończyłoby się na podziale Ukrainy i włączeniu Polski do Rzeszy, bowiem w tym czasie Hitler mógł jeszcze działać z pozycji siły. Dzięki pokojowi Niemcy prze-rzuciliby większość swych sił na Zachód, w wyniku czego inwazja Amerykanów w czerwcu 1944 stałaby pod wielkim znakiem zapytania. Jeśliby do niej nie doszło, to wojna w Europie trwałaby jeszcze dwa a może trzy lata dłużej. W praktyce trwałaby do lata 1945 r., kiedy USA weszły w posiadanie broni atomowej. Jednak w Teheranie, a nawet w Jałcie, Prezydent Stanów Zjednoczonych jeszcze o niej nie wiedział. Dopiero wiedza o bombie A dała lepszą pozycję przetargową prezydentowi Trumanowi w Poczdamie na przełomie lipca i sierpnia w 1945 r.
   Nam Polakom trudno jest zrozumieć pragmatyzm Anglosasów. Jesteśmy przyzwyczajeni do realizowaniu kilku celów naraz, kłóceniu się, który jest ważniejszy i oczywiście nie osiąganiu żadnego. Anglosasi wybierają jeden cel i dążą wszelkimi sposobami do jego osiągnięcia. Dla nich celem w Teheranie i Jałcie było pokonanie Niemców, powiedzmy otwarcie wciąż bardzo silnych. Niech o tym świadczy fakt, że pobicie Niemców na odcinku od Normandii do Łaby zajęło aż 11 miesięcy (czerwiec 1944 - maj 1945), który to odcinek można przejechać autem w jeden dzień. Niemcy przecież walczyli jeszcze na Wschodzie, gdzie mieli większość swych sił.
   Gdyby nie było „Teheranu i Jałty”, ruch oporu w Polsce pewnie bardziej by się uaktywnił, co naraziłoby nas na jeszcze większe represje i wymordowanie nie 6, a powiedzmy 10 milionów polskich obywateli.
                                                                              Andrzej Targowski   


A więc jest to ósmy, grudniowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 

17 lis 2015

Biuletyn Nr 7 Spektakl "Dzieci Powstania '44"

Szanowni Państwo:


Prezentujemy Państwu dwie relacje ze spektaklu „Dzieci Powstania ‘44” w Muzeum Powstania Warszawskiego w wykonaniu teatru tańca LUZ. Pierwsza relacja to 12 minutowy film tutaj (dziękujemy p. Joannie Woszczyńskiej za udostępnienie), druga to poniższe zdjęcia.            


Byliśmy – my - nasze Stowarzyszenie, wraz z teatrem LUZ i Muzeum Powstania Warszawskiego  sponsorami spektaklu. Udało się, po kilku miesięcznych staraniach jest zgoda Muzeum na występ. W Sali „pod Liberatorem” Muzeum pełna widownia, oblężone schodki prowadzące do Sali, wzruszenie widoczne na twarzach widzów. 



Na sali twórca książki „Dzieci ‘44” pan Jerzy Mirecki. Po spektaklu młodzi aktorzy zbierają autografy dzieci powstania, widzowie nie opuszczają sali, wymieniają wrażenia, ktoś cichutko nuci „Pałacyk Michla...”.



Stowarzyszenie Dzieci Powstania 1944 pragnie serdecznie podziękować autorowi spektaklu – pani Joannie Woszczyńskiej, całemu zespołowi teatru LUZ  za wzruszające widowisko.

  


Na zdjęciu powyżej od lewej – pani Justyna Bacz, pani Ada Pogoda-Kołodziejak, pani Joanna Woszczyńska. Poniżej: pani Justyna Bacz.


     Poniżej twórca książki „Dzieci ‘44” – pan Jerzy Mirecki.



Widziane z krzesła Honorowego Prezesa Andrzeja Targowskiego


Mądrość, prawda i odpowiedzialność (I)

  Jesteśmy dumni z bohaterstwa Powstania Warszawskiego 1944 militarnie zostało wymierzone przeciw Niemcom, ale politycznie było skierowane przeciwko ZSRR, których wojska Rząd Londyński chciał przywitać w wyzwolonej w Powstaniu Warszawie i nie dopuścić do sprawowania władzy w stolicy przez Komitet PKWN, będący pro-sowieckim polskim rządem.
   Polacy niestety nie wiedzieli, że już w sierpniu 1944 r. Stalin miał porozumienie z Rooseveltem o wysłaniu 15.000 marynarzy do Cold Bay na Alasce, gdzie mieli przejąć 250 okrętów od Amerykanów, na których mieli walczyć z Japonią. Szkoleniem na jesieni 1944 r. kierował kapitan Marynarki Wojennej USA George Maxwell, urodzony w Warszawie pod nazwiskiem Dzwoniecki (który jako kilkunastoletni chłopak przypłynął statkiem do Nowego Jorku i wyskoczył z niego, przypływając do brzegu, gdzie potem zaopiekował się nim urzędnik emigracyjny Maxwell). Nominację na to stanowisko zawdzięcza temu, że umiał świetnie kląć po rosyjsku, co nie było bez znaczenia w skutecznym porozumiewaniu się z sowieckimi marynarzami[1]
  Temat zdrady Polski przez Zachód w Jałcie w 1945 r. jest przykładem, gdzie prosi się, by prawda wspierała mądrość i odpowiedzialność Polaków.  Zacznijmy od tego, że włączenie Polski do sfery wpływów Związku Radzieckiego nastąpiło już w Teheranie na przełomie listopada i grudnia 1943 r. Natomiast spotkanie w Jałcie miało miejsce w dniach 4-11 lutego 1945 r. i dotyczyło szczegółów, jak zrealizować porozumienie sprzed ponad roku.
   Żeby zrozumieć postępowanie Zachodu w 1943 i 1945 r., trzeba żyć w pragmatycznej kulturze anglosaskiej. Po przybyciu do USA 35 lata temu, od razu zacząłem badać przyczyny postawy prezydenta Roosevelta w Teheranie i w Jałcie. Otóż amerykański Prezydent kierował się wtedy interesem amerykańskim, a nie polskim. Mimo tego, że teza ta brzmi banalnie, Polacy traktują amerykańskiego prezydenta, że nas zdradził, podczas gdy nic nam nie obiecywał. Dla Sojuszników, czyli tak na prawdę dla Amerykanów i Brytyjczyków, celem nr 1 było pokonanie Niemiec przy najniższych stratach. Amerykanie wiedzieli, że Europejczycy sami nie pokonają Niemców i że ich wkroczenie do Europy jest nieuniknione, dlatego zanim to nastąpi chcieli, aby najpierw Sowieci pokonali Niemców na Wschodzie.
   W tym okresie stosunki polsko-sowieckie były wrogie i w tym sporze Sojusznicy ocierali nam łzy, a popierali Stalina, bowiem on, a nie my, dysponował siłą militarną zdolną pokonać Niemcy. Gdyby Amerykanie popierali Polaków, a nie Sowietów, zachodziła obawa, że rozgniewany Stalin mógł zawrzeć pokój z Hitlerem. Taka możliwość wisiała w powietrzu już od momentu okrążenia Moskwy przez Niemców w 1941 r., kiedy pewne rozpoznawcze rozmowy między obu stronami miały miejsce w Szwecji.
   Załóżmy, że Amerykanie popieraliby Polaków i nie zgodzili się na podział na sfery wpływów w Teheranie pod koniec 1943 r. W tym czasie Niemcy przegrali już pod Stalingradem, ale wciąż tkwili na Ukrainie i Leningrad był stale oblężony. Stalin, więc nie był jeszcze pewien zwycięstwa, i w przypadku braku politycznego poparcia z Zachodu, mógł szukać pokoju z Hitlerem.  (cdn)



[1] Persico, J. E. (2001). Roosevelt’s Secret War. New York: Random House, s. 404-405

                                       
Zarząd Stowarzyszenia Dzieci Powstania 1944 składa rodzinie ś.p. Uli najgłębsze wyrazy współczucia.Dzięki Jej dziecięcym wspomnieniom z ul. Złotej, zamieszczonym w książce DZIECI 44 stała się Ula jedną z nas. Zachowanie Jej pamięci włącza się w sens istnienia naszego Stowarzyszenia.

14 paź 2015

Biuletyn Nr 6

Szanowni Państwo:


Mamy dobrą wiadomość: Będzie spektakl "Dzieci Powstania '44" w Muzeum Powstania Warszawskiego. Jak już powiedzieliśmy w e-mejlu serdecznie Państwa zapraszamy na spektakl teatru LUZ pt. "Dzieci Powstania '44", osnuty w części na książce J. Mireckiego (będzie na przedstawieniu obecny) "Dzieci '44".  Jesteśmy dumnymi współorganizatorami spektaklu.




Wstęp na przedstawienie jest wolny, ale dla członków Stowarzyszenia rezerwujemy ograniczoną ilość miejsc. Dlatego jeśli to możliwe prosimy o potwierdzenie mejlem zamiaru obecności na przedstawieniu.



Ponadto odbędzie też przedstawienie "Dzieci Powstania '44" już 20 października w Siedlcach - także tam uczestniczył będzie p. Jerzy Mirecki - link Teatru LUZ z pełną informacją tutaj

A więc jest to szósty, październikowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 Warszawa.




Zostań wolontariuszem, wesprzyj nas:



Może pomożesz zbudować naszą stronę internetową.
Może zgodzisz się spotkać z uczniami jednej z warszawskich szkół i opowiesz swoje przeżycia.
Czy możesz pomóc w nawiązaniu kontaktu z organizacjami kombatackimi, historycznymi? 
Czy chcesz pomóc nam finansowo? (chodzi na przykład o renowację pomników, kapliczek itp., może też na pomoc dla potrzebujących).  


Widziane z krzesła Honorowego Prezesa


   Gdyby Polska z Francją zajęłyby Niemcy w 1933 r. nie byłoby II Wojny Światowej?

   Temat ten nasuwa się w związku z oświadczeniem rosyjskiego Ambasadora w Warszawie we wrześniu 2015 r., w związku z napaścią ZSRR na Polskę w dniu 17 września, że II Wojnę Światową sprowokowała Polska. Przypomnijmy, że w 1933 r. Polska zaproponowała Francji prewencyjną okupację Niemiec, aby powstrzymać ich militaryzację sprzeczną z Traktatem Wersalskim. Gdyby Francuzi nie stchórzyli to może by nie było II WŚ w ogóle. Ale wygrana wówczas z bardzo słabymi Niemcami nie byłaby początkiem II WŚ.
   To prawda, ze ZSRR chciał przejść przez terytorium Polski do granicy z Niemcami i takie żądanie sformułował 11 sierpnia 1939 r., na 12 dni przez podpisaniem Traktatu Ribentrop-Molotow. ZSRR rozpoczął wówczas grę w ruletkę o Polskę. Albo ją posiądzie za zgodą samej zainteresowanej a jak nie, to przy pomocy Niemiec posiądzie Polskę. I w rezultacie swego dopiął po 6 latach. Co tylko świadczy o skuteczności rosyjskiej szkoły dyplomacji i umiejętności Rosji w dochodzeniu do celu.
   W praktyce wejście zaproszonej Armii Czerwonej do Polski w 1939 r. sprowadzałoby IV Rozbiór Polski. Warto przypomnieć wypowiedź arystokraty-komunisty Premiera i Ministra Spraw Zagranicznych W. Mołotowa, że „Polska jest bękartem Traktatu Wersalskiego.” Być może Niemcy by nie wypowiedzieli wojny Polsce 1 września 1939 r. i II Wojna Światowa rzeczywiście nie rozpoczęłaby się w dniu 1 września 1939 r. W takim razie rosyjski Ambasador powiedział prawdę. Choć jakby powiedział ks. J. Tyszner, dla nas Polaków jest to „gówno-prawda.” Ale czy nie podobnie brzmi nasz zarzut wobec Francuzów, że gdyby nie ich tchórzostwo w 1933 r. to nie byłoby II Wojny Światowej?
    Przecież my tej prawdy nie wmawiamy Francji. Ponieważ może się ona bronić wieloma powodami swej decyzji. Najważniejszy powód dwie krwawe wojny z Niemcami wyczerpały ich swego czasu napoleoński zapał do wojen. Natomiast rosyjski Ambasador w 2015 r. nie może wysuwać zasadności stalinowskiej polityki sprzed 76 lat wobec dumnego polskiego państwa, które kilkakrotnie tak mocno ucierpiało od carskiej Rosji a potem komunistycznego ZSRR w ostatnich ponad 200 latach.Jednakże wypowiedź owego Ambasadora we wrześniu 2015 r. nie była przypadkowa. Zgodnie z opinią polskich specjalistów i mediów, celem jej było sprowokowanie Polski do wydalenia owego Ambasadora z Polski i wyeliminowanie rusofobicznych Polaków z ewentualnych negocjacji Rosji z Unią Europejską, której prezydentem jest…wszakże Polak. I o dziwo, pokolenie po-Powstaniowe 1944 r. polityków zdało świetnie egzamin. Nie dało się sprowokować. Ambasador musiał przeprosić Polskę za swą „niefortunną” wypowiedź, a polski Prezydent usiadł do lanczu w ONZ po prawej stronie Prezydenta Stanów Zjednoczonych, po którego lewej stronie usiadł Prezydent Rosji w dniu 28 września 2015 r. Polacy mądrzeją i są za to nagradzani. A my Dzieci Powstania 44 tylko się z tego cieszymy. Bowiem nauka nie poszła w las.                                                                                                                                      

                                                                                Andrzej Targowski