8 kwi 2016

Biuletyn Nr 12, kwiecień 2016

Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

21 04 2016 Historia i ekran w Muzeum Powstania Warszawskiego.
Nowy cykl filmowy przedstawiający produkcje ukazujące wojnę i historię PRL w filmach powstałych przed i po 1989 roku. „Ze wszystkich sztuk najważniejszy jest dla nas film” – to powiedzenie Lenina zrobiło w świecie systemów totalitarnych prawdziwą furorę. Kino stało się największym środkiem masowej agitacji jako jeden z najbardziej nowoczesnych i dalekosiężnych środków oddziaływania. Dlatego oficjalne ukazywanie prawdy historycznej w polskich filmach do 1989 roku było w Polsce niemożliwe lub bardzo ograniczone. Niewygodne dla nowej władzy fakty i scenariusze eliminowano lub kompletnie zmieniano. Dopiero po 1989 roku filmy opowiadające o polskiej historii odzyskały prawdziwe oblicze, choć w dalszym ciągu zależne od państwa jako głównego sponsora kinematografii. Filmy przedstawiające minione zdarzenia i fakty stanowią cenne źródło wiedzy i mogą stać się specyficznym narzędziem interpretacyjnym, za pomocą którego możemy analizować różne zjawiska i procesy zachodzące w społeczeństwie czy w polityce. Prezentacje będą poprzedzone wstępem i dyskusją z udziałem zaproszonych gości.
W czwartek, 21 kwietnia film z 1958 roku pt. „Wolne miasto”. Gościem specjalnym będzie Stanisław Jędryka, II reżyser filmu. Audytorium Jana Nowaka-Jeziorańskiego, godzina 18.00. Wstęp wolny po rejestracji na: ekran@1944.pl


                        Dziecko Powstania 

                Wspomnienie p. Haliny Kałdowskiej 


Wiele lat minęło od wydarzeń które chcę opisać. Moje wspomnienia są trochę mgliste i jakby zamazane. Kiedy wybuchła Druga Wojna Światowa miałam 6 lat. Wspomnienie tego faktu, to pożegnanie z Ojcem, który jako oficer rezerwy został powołany do wojska. Poszedł na wojnę i ślad po Nim zaginął. Pierwsze wiadomości o Nim, dotarły do nas na początku wojny, podobno zginął w pierwszych dniach września w walkach pod Częstochową..? Nie była to oficjalna wiadomość więc Mama ciągle czekała na Jego powrót, a po wojnie szukała Go przez Czerwony Krzyż i inne organizacje. Bez skutku. Zostałyśmy same — Mama, babcia, ja i moja starsza siostra Irusia. Babcia zmarła na początku 1940 roku. W czasie okupacji mieszkaliśmy w Warszawie przy Siennej róg Sosnowej.
Pamiętam, że pierwszy sierpnia 1944 roku był pięknym słonecznym dniem, byłam sama w domu. Mama była w banku gdzie pracowała, moja starsza siostra — Irunia gdzieś się ostatnio ,,zawieruszała” (?)... Wiem, że uczyła się na tajnych ,,kompletach”, ale też miała kontakt z harcerstwem podziemnym. Nudziło mi się, więc godzinami stałam na balkonie obserwując co się dzieje na ulicy. Tego pamiętnego dnia, od samego rana czuło się podniecenie na ulicy. Po południu, jak zawsze, stałam na balkonie i czekałam na powrót Mamy i nagle zrozumiałam, że dzieje się coś niezwykłego...! Ruch był zwiększony, dużo młodych ludzi gdzieś pędziło. Młodzi mężczyźni ubrani w buty ,,oficerki” (z cholewami pod kolana), byli jakoś bardziej ,,uroczyści”...? Wzrastał we mnie niepokój o Mamę i siostrę...
W pewnej chwili Mama wpadła do mieszkania wołając od drzwi: „Córeczko: Powstanie, Warszawa powstała — będziemy wolni”... Te słowa i gest przytulenia mnie pozostał w mojej pamięci do dziś. Mama powiedziała, że siostra Irusia jest wśród powstańców, kazała się za Nią modlić. Moja Mama była wielką patriotką i uczyła nas jak kochać Polskę. Na ulicy i z balkonów ludzie zaczęli wołać: ,,Niech żyje Polska”... Coraz więcej młodych ludzi z opaskami biało-czerwonymi pokazało się na ulicy. Po wielu latach strachu i niewoli, te opaski i okrzyki tworzyły niepowtarzalny nastrój... Entuzjazm i wiara w zwycięstwo była ogromna. Jeszcze tego samego dnia wieczorem ludzie zaczęli budować barykady przeciw czołgom i wozom pancernym. Budowali ze wszystkiego co było ,,pod ręką” - z wyrzucanych przez okna mebli, z płyt chodnikowych, z przewróconego tramwaju, wozów drabiniastych i aut ciężarowych... Wierzyliśmy w pewne Zwycięstwo...
Po euforii pierwszych godzin i dni, przyszły dni trudne. Nad Warszawą zaczęły latać niemieckie samoloty zrzucające bomby zapalające na dachy domów. Czasami udawało się je ugasić (posypując piaskiem), ale wkrótce zaczęli zrzucać bomby burzące, włączyli też ,,krowy” - pociski rakietowe wydające przerażający dźwięk podobny do ryku krowy, które uderzając w budynki niszczyły je aż do piwnic, w których mieszkańcy szukali schronienia. Siedzieliśmy w piwnicach, wsłuchani w świst bomb lub ryk ,,krów”, czekając kiedy zawali nam się wszystko na głowę. Do dziś nie mogę wejść do piwnicy i nie mogę tego zwalczyć. Nie wchodzę nawet do modnych dziś kawiarni czy restauracji w piwnicach. Nie mogę...
W piwnicach było nasze życie, nawet rodziły się dzieci...Pamiętam, jak takie maleństwo urodzone w czasie bombardowania chrzczono zwykłą wodą (nawiasem mówiąc, czyniła to moja Mama). Podczas bombardowania ludzie głośno się modlili, prosząc Boga o ratunek. Na głowę sypał się tynk z sufitów, bo jeśli nawet bomby padały gdzieś w sąsiedztwie, to i tak wszystko drgało, pod nogami podłoga chodziła w górę i w dół... Zaczął też zaglądać głód, kończyły się zapasy żywności. Składaliśmy resztki jedzenia i dzieliliśmy między wszystkich mieszkańców piwnicy, a na podwórku gotowano zupy z dostępnych produktów. Na podwórkach ludzie budowali małe kapliczki, czasem tylko figurka Matki Boskiej. Wieczorem zbieraliśmy się wszyscy, aby się modlić i cichutko śpiewać religijne pieśni.
W czasie Powstania byłam świadkiem wielu tragedii. Po jednym z bombardowań, zawaliła się część naszego domu i zasypało parę osób w piwnicy. Wysiłkiem mieszkańców udało się kilka osób wyciągnąć z pod gruzów. Nad jedną z zasypanych osób zawisł strop, tak tragicznie, że nie było możliwości Jej pomóc. Była zasypana do polowy. Zdawała sobie sprawę, że nie ma dla Niej ratunku, błagała by pomóc Jej ,,odejść”.... Po długich konsultacjach i rozważaniach, stwierdzono, że nie można jej tak zostawić — podano Jej zastrzyk. W tym dniu, wieczorem na podwórku odbyło się nabożeństwo żałobne, przyszedł nawet ksiądz z odległej kaplicy. Zapamiętałam również, jak jeden z domów na Śliskiej, po uderzeniu ,,krowy”, dosłownie się obsunął, grzebiąc w piwnicy kilkanaście osób. Wszyscy, którzy mieli łopaty i łomy, starali się wyciągać ludzi z pod gruzów. Niestety, było to zupełnie niemożIiwe. W końcu wykopano jakąś małą dziurę, przez którą podano z piwnicy mały pakunek - było to maleńkie dziecko w beciku... Co się stało z resztą ludzi z tej piwnicy, tego nie wiem, napewno zginęli...
Było coraz gorzej, coraz bardziej brakowało jedzenia. Na Siennej 48, o ile dobrze pamiętam sprzedawano koninę. Biedne konie, zabijane z powodu braku pożywienia dla ludzi - ratowały nas od głodu. Brakowało również wody, trzeba było czasami pod ostrzałem, lub o świcie, chodzić do studni w odległych domach, ale i to się kończyło. Rozdzielano wodę ostrożnie, większe porcje dostawały dzieci.
Czasami wpadali do piwnic powstańcy, opowiadali co się dzieje na Starym Mieście — o czołgach, na których Niemcy umieszczali dzieci, aby uniemożliwić powstańcom ich niszczenie. Do piwnic wpadali również Niemcy zabijając bezkarnie Polaków. Baliśmy się więc nie tylko bomb, ale też możliwości zdobycia przez Niemców naszej dzielnicy. Do tej pory, byliśmy wciąż po ,,polskiej stronie” i to było najważniejsze.
Któregoś dnia wpadła do naszej piwnicy moja starsza siostra Irusia, w mundurku harcerskim, w berecie z lilijką i opaską powstańczą. Na ramieniu miała ciężką torbę z opatrunkami — była sanitariuszką. Przyniosła nam pół bochenka chleba (był to wówczas rarytas). Pocieszała mnie, a ja nie słuchałam Jej tylko płakałam. Prosiłam, żeby została z nami. Ucałowała nas i zaraz musiała iść dalej. Odprowadziłam Ją za bramę i patrzyłam za Nią jak machając do mnie ręką, w pół zgięta, biegła pod murami domów w kierunku ul. Żelaznej. Nie wiedziałam wówczas, że było to ostatnie na Nią spojrzenie.
Nasze piwnice jeszcze się trzymały, ale wszystko się trzęsło i przy każdym bombardowaniu tynk leciał na głowy. Stwierdzono, ze wszystko jest już naruszone i coraz bardziej niebezpieczne. Postanowiono, że będziemy chodzić na plac Napoleona do ,,drapacza chmur” (Prudential), tam były bezpieczniejsze schrony. Przez parę dni, o godz. 6-tej rano wyruszaliśmy przez Sienną do Marszałkowskiej i ul. Moniuszki do Placu Napoleona. Wieczorem był powrót do domu. Przemarsz był trudny i niebezpieczny, szło się wśród gruzów, barykad i ciągle pod ostrzałem z różnych stron. Piwnice w ,,drapaczu” były duże i przestrzenne, zdawały się być bezpieczne. Ludzi było tam bardzo dużo. Byli tam ci co już wszystko stracili i my — niepewni, z wciąż jeszcze stojących domów. Ale i to się skończyło, „Drapacz” był coraz bardziej bombardowany, a i dojście do niego coraz trudniejsze i coraz bardziej niebezpieczne.
Ale najgorsze przyszło pod koniec sierpnia. Któregoś dnia raniutko, przyszła do nas łączniczka — koleżanka mojej siostry i poprosiła aby Mama natychmiast poszła z nią w okolice Woli, upewnią się co do kogoś!...? Mama domyśliła się o kogo chodzi. Chciała iść sama, ale ja bałam się z Nią rozstać i uparłam się że pójdziemy razem. Trudno było iść przez tyle ulic i barykad, często pod ostrzałem. Prawie cały czas biegaliśmy po gruzach, wśród ciągle walących się domów, zabitych i rannych ludzi i błąkających się głodnych i oszalałych ze strachu psów. Wreszcie dotarłyśmy do celu...! To co zobaczyłam, przerosło moje obawy i wyobrażenia. Irusia leżała martwa, rozszarpana przez niemiecki granat...! Trudno mi o tym pisać, do dziś mam ten straszny widok w oczach. Co się potem działo, tego nie pamiętam... Przerażona siedziałam w jakiejś obcej piwnicy i czekałam na Mamę. Mama chciała za wszelką cenę mnie ,,chronić” i nic na ten temat nie mówiła. Wiem jedno, moja dotąd dzielna Mama zupełnie się załamała, a ja, zawsze skora do płaczu — nie płakałam...! Poczułam, że muszę zaopiekować się Mamą, ponieważ była w bardzo złym stanie psychicznym. Późnym wieczorem, młody chłopiec odprowadził nas na Sienną, do naszego domu. Droga powrotna była koszmarna, ale tak naprawdę nie pamiętam żadnych faktów...
Parę dni później, dowiedzieliśmy się, że na Chmielnej runął dom, pod którego gruzami zginęli stryj Edmund i moja ulubiona ciocia - Julia - Wernerowie, oraz ich córeczka — Zosia. I tak zostałyśmy z naszej warszawskiej rodziny same — Mama i ja.
W pierwszych dniach września, Niemcy zaczęli zrzucać ulotki zachęcające ludność cywilną do opuszczania Warszawy, w dniach ,,zawieszenia broni”... Większość warszawiaków nie chciała z tego skorzystać. Ciągle wierzono w poprawę sytuacji, przecież za Wisłą stały wojska sowieckie i polskie... Zawiedziono się jednak na ich pomoc. Żołnierze polscy opowiadali potem o swoich rozterkach, patrząc na palącą się Warszawę.
Mieszkańcy naszego domu zdecydowali się jednak wyjść z Warszawy. Dla nas było to okropne. Mama długo się opierała, ale przekonano Ją, ze względu na mnie i na Jej Stan zdrowia. I tak 8. września wychodziłyśmy w tłumie ponuro idących Iudzi, biedni, znękani, z małymi tobołkami i z wielkim żaIem w sercu, często po stracie najbliższych, czasem całych rodzin. Straciliśmy też ukochane miasto, które dzielnie się trzymało w czasach okupacji, a na naszych oczach legło w gruzy.
Niemcy czasem i te małe bagaże zabierali, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Jeszcze przed opuszczeniem domu, przeżyłam rozstanie z moim ukochanym pieskiem. Psów nie było wolno wyprowadzać, ale zostawiać w ruinach nie pozwalało serce. Ktoś miał lek, który podano psom z naszego domu. Było to znów dla mnie przeżycie. Już naprawdę, nie mogło się nic więcej zdarzyć, oprócz utraty życia.
Wyjście z Warszawy, w czasie ,,zawieszenia broni” było bardzo bolesne. Na barykadach stali powstańcy, a dalej — Niemcy. Miałam wtedy poczucie zdrady, że moich bohaterskich powstańców opuszczam i do dziś mam to uczucie. W moim sercu zostali dzielni, odważni, godni szacunku. Zostawali na posterunku, choć wiedzieli, że sprawa jest przegrana, a ich los niepewny. Niestety, po 63. dniach Powstanie upadło. Wszyscy bez wyjątku musieli Warszawę opuścić, a Niemcy bezkarnie kontynuowali burzenie i palenie miasta. Taka była koncepcja Hitlera, aby z Warszawy pozostał ,,kamień na kamieniu”...!
Szliśmy więc w tłumie poganiani przez Niemców, wśród ruin i palących się domów. Miałam wrażenie, że płomienie mogą nas dopaść. Po drodze widzieliśmy sporo świeżo usypanych grobów z małymi drewnianymi krzyżami. Tak doszIiśmy o ile dobrze pamiętam do Dworca Zachodniego. Na dworcu kazano nam wsiadać do wagonów towarowych i zawieziono nas do obozu przejściowego w Pruszkowie. Czekali tam na nas Niemcy z karabinami i z psami. Zaczęła się segregacja: zdrowi i młodzi szli do hali z przeznaczeniem na wywóz do Niemiec - na roboty. Matki z dziećmi do innych hal. Byłam mała i chuda, więc zakwalifikowali nas do hali Nr. 1 — dla matek z dziećmi. Była to obskurna duża hala z betonową podłogą, tak zwana — ,,wagonownia”, z kanałami do remontu wagonów, z których rozchodził się nieprzyjemny zapach. Naokoło były rozłożone maty ruszające się od insektów... Dostaliśmy okropną zupę z brukwi i to poczucie, że się jest w niewoli — jakaś straszna beznadzieja...
Po tych wszystkich przeżyciach, Mama zaczęła niedomagać na serce. Ja zaczęłam chodzić wśród ludzi w nadziei znalezienia kogoś z rodziny, sąsiadów albo znajomych, ale niestety nikogo nie znalazłam. W nocy wyszłam na zewnątrz, już nie wiem dlaczego i nagle zjawił się żandarm niemiecki, który wyciągnął do mnie rękę, nie wiem po co. Przestraszona odskoczyłam i wtedy wycelował do mnie z karabinu, po chwili jednak machnął ręką i odszedł. Przez długą chwilę nie mogłam się ruszyć ze strachu. Wróciłam do śpiącej Mamy, ale rano nic o tym Jej nie powiedziałam, aby Jej nie denerwować. Po paru dniach załadowano nas do otwartych wagonów towarowych i wieziono przez 30 godzin w nieznanym kierunku (bez warunków sanitarnych). Ludzie wyglądali przez szpary i wspinali się ponad burty wagonu, by zorientować się w terenie. Z ulgą stwierdzili, że wciąż jesteśmy w Polsce.
Mama zachorowała na czerwonkę. Miała wysoką gorączkę, a ponieważ była to choroba zakaźna, to ludzie odsuwali się od nas. Brak sanitariatów pogarszał sytuację i stwarzał prawdziwy koszmar. Nie wiem kto zawiadomił — może Niemcy, ale jak dojechaliśmy do celu, t.j. do Kielc, po Mamę przyjechała karetka sanitarna i zabrała Mamę do szpitala. Niemcy bardzo bali się zakaźnych chorób. Dobrze, że tak zareagowali a nie pozbawili Mamę życia. Zostałam sama. Z dworca załadowano nas na furmanki i zawieziono do jakiegoś obozu (RGO) dla wysiedleńców warszawskich, ale to nie był obóz zamknięty. Jakieś hale, chociaż nieco lepsze niż w Pruszkowie, ale niestety tak brudne, że siedziałam w kucki całą noc. Nie wiedziałam co będzie dalej, co z Mamą...? Czekaliśmy nie wiadomo na co...? Pamiętam tylko, że któregoś dnia — to była niedziela — usiadłam na zewnątrz i bardzo płakałam... Koło mnie zatrzymała się jakaś para wracająca z kościoła, zapytali mnie co tu robię, czy jestem z matką...? Wypłakałam Im całą swoją historię. Zabrali mnie do siebie, umyli, nakarmili i odwszawili. Nawiązali kontakt z Mamą, którą ze szpitala zabrali też do siebie. Tym zupełnie obcym ludziom całe życie jestem wdzięczna. Uratowali mi życie i wiarę w dobro.
W pierwszych dniach stycznia 1945. roku wróciłyśmy z Mamą do Warszawy. Nasza ulica Sienna była w gruzach, z naszego domu nie zostało nic, oprócz kupy gruzu. Zostawiłyśmy na gruzach karteczkę, że żyjemy, z nadzieją, że może ktoś nas szuka...? Karteczki zostawiałyśmy w różnych miejscach. Mama ciągle żyła nadzieją, że Jej mąż, a mój Ojciec żyje i szuka nas...? Tak robili wszyscy powracający mieszkańcy Warszawy, to był wówczas jedyny możliwy sposób na nawiązanie kontaktu.
Warszawiacy starali się jak najszybciej wracać do swego miasta. Niektórzy Iiczyli, że może ocalało coś z ich domów, ale przede wszystkim szukali pogubionych w czasie Powstania swoich najbIiższych. Jednak wobec ogromu zniszczeń nie było to łatwe. Mama ze mną nie została w Warszawie — nie było gdzie zamieszkać. Wyjechałyśmy na jakiś czas do przyjaciół Mamy w Błoniach pod Warszawą, aby przeczekać zimowy czas. Na wiosnę, Bank Polski zaczął wzywać swoich dawnych pracowników do powrotu do Warszawy. Chwilowo zorganizował centralę w Łodzi, gdzie przewieziono na krótki czas pracowników z rodzinami. W niedługim czasie przygotowano siedzibę Banku w Warszawie oraz skromne służbowe mieszkania. Ostatecznie po miesiącach tułaczki - wróciłyśmy do Warszawy....
(Serdecznie dziękujemy p. Halinie za zgodę na opublikowanie wspomnienia. Ukaże się ono w drugim wydaniu książki p. Jerzego Mireckiego "Dzieci'44". Jurku, dziękujemy za kontakt. Prosimy czytelników o komentarze).

Widziane z krzesła Honorowego

Prezesa Andrzeja Targowskiego.

Historiografia a historiozofia i ich konflikt w postrzeganiu polskiej historii

My Polacy jesteśmy narodem żyjący historią i wydaje się, że ją znamy i wiemy więcej na jej temat niż inne narody. Czyżby? Weźmy przykład Powstania Warszawskiego, na którego temat opublikowano wiele książek i artykułów a także nakręcono filmów. Przeważająca ich część jest na temat kalendarium wydarzeń, dominuje w nich uwypuklanie bohaterstwa powstańców i ludności cywilnej i draństwa agresorów - niemieckich okupantów. Ten typ historii nazywa się historiografią albo osią czasu jak to rejestruje Facebook.
Natomiast ocena wydarzeń związanych z Powstaniem Warszawskim (a także innych podobnych okoliczności) nazywa się historiozofią od „zofii”, która jest łacińskim słowem (sophia) określającym mądrość. Do tej pory opublikowano bardzo niewiele ocen typu historiozoficznego o Powstaniu Warszawskim. Ponieważ dopóki żyją jeszcze powstańcy unika się ocen tego wydarzenia. Moim zdaniem historiografia PW jest długa, pomimo, że trwało ono tylko 63 dni, natomiast historiozofia jest krótka. Przegraliśmy te powstanie, ponieważ nie mogliśmy jego wygrać. Nie będę uzasadniał tej tezy, ponieważ czytelnicy tego Biuletynu wiedzą dobrze, dlaczego przegraliśmy w sierpniu-wrześniu 1944 r.? Nie potrzebny nam jest w tym miejscu masochizm na ten temat, który świetnie znamy z autopsji i jeszcze czujemy gorączkę ówczesnego sierpnia i swąd palonych ciał. 
Z teoretycznego punktu widzenia owe dwie metody podejścia historycznego powinny się uzupełniać. W przypadku PW ’44 one się nie uzupełniają, ponieważ oficjalna ocena jest ubóstwianiem tego zrywu. I znów z wiadomych dyplomatycznych względów nie będę polemizował z tym poglądem.  Ale ponieważ my dzieci tego powstania ciągle żyjemy, więc zastanówmy się czy czasem nie powtarzamy tego samego błędu w obecnych czasach?
Otóż w lutym 2016 r. wybuchła bardzo ożywiona dyskusja w Polsce na temat archiwum gen. Czesława Kiszczaka przekazanego przez jego żonę do Instytutu Pamięci Narodowej. Sprawni archiwiści IPN wyłuskali dokumenty, z których wynika, że b. prezydent Lech Wałęsa był „Bolkiem.” Doszła do głosu historiografia (może prawdziwa a może sfałszowana, jak twierdzi jej zainteresowany). Zręczne media, szukające dużych nakładów i szerokiej oglądalności zaczęły publikować liczne opinie tak wrogów jak i przyjaciół b. Prezydenta. I w tych ocenach mamy do czynienia z przykładem historiozofii, która ocenia mądrość zachowań w owych czasach L. Wałęsy, który kiedy nawet powiedzmy podpisał jakiś dokument był małoznaczącym wykfalifikowanym pracownikiem fizycznym. Natomiast potem, gdy był rzeczywistym przywódcą ruchu Solidarności bez przerwy wyprowadzał w pole agentów Służby Bezpieczeństwa i On wraz z Solidarnością obezwładniał reżim PRL. Innymi słowy bilans życia ma nie tylko pozytywny, ale bardzo pozytywny. Czego jego wrogowie nie chcą zaakceptować, ponieważ w młodości powiedzmy coś podpisał i zrobił błąd.
Także i w tym przykładzie polska współczesna historiografia jest niezgodna z historiozofią, jak to ma miejsce z historią PW ’44, może także z historią innych polskich powstań. Chyba dla rozstrzygnięcia tego metodologicznego sporu powołajmy się na tezę wielkiego niemieckiego filozofa Emanuela Kanta, który powiedział „tym gorzej dla faktów.” Ponieważ uważał, że umysł człowieka jest tak potężny, że może dać sobie radę ze „złymi” faktami. Tak jak człowiek nie może być całe życie szczęśliwy, ale ważne jest by bilans jego życia był szczęśliwy. Podobnie bilans życia L. Wałęsy jest po stronie pozytywnej bardzo wysoki i to on decyduje o mądrym i dobrym życiu b. Prezydenta.
A Ty czytelniku jaki masz bilans życia?

                                                                          Profesor Andrzej Targowski


A więc jest to dwunasty, kwietniowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 Warszawa.


Zostań wolontariuszem, wesprzyj nas.
Może pomożesz zbudować naszą stronę internetową. 
Może zgodzisz się spotkać z uczniami jednej z warszawskich szkół i opowiesz swoje przeżycia. 
Przygotowujemy się do obchodów powstania w dniu 1 sierpnia 2016. Czy chcesz pomóc? 
Czy możesz pomóc nam w nawiązaniu kontaktu z organizacjami kombatackimi, historycznymi? 



15 mar 2016

Biuletyn Nr 11, marzec 2016



Maria Stypułkowska-Chojecka "Kama" (24.09.1926 - 5.2.2016).


5 lutego tego roku zmarła Maria Stypułkowska-Chojecka "Kama", uczestniczka zamachu na Franzu Kutscherze (tutaj, pośrodku zdjęcia z okresu Powstania Warszawskiego). "Kama" uczestniczyła w akcjach małego sabotażu i szeregu akcji likwidacyjnych. W czasie powstania przeszła szlak bojowy Parasola, była dwukrotnie ranna.
Działała m. in. w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej i w Związku Powstańców Warszawskich. Honorowy obywatel Warszawy, była członkiem honorowego komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi. 
Odznaczona pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

17 marca 2016 roku o godzinie 17.30 w Galerii Kordegarda, ul. Krakowskie Przedmieście 15/17 w Warszawie odbędzie się spotkanie promujące nową  serię wydawniczą Biblioteka Katyńska.
Idea serii Biblioteka Katyńska należy do Federacji Rodzin Katyńskich, a wydawcą jest Dział Edukacji Narodowego Centrum Kultury.
Prezentowane w serii książki mają przede wszystkim odpowiadać na pytania o Ofiary: Kim byli ci ludzie? Jaka była niegdysiejsza Rzeczpospolita, w której mieszkali ze swoimi rodzinami?
Jacy byli oni sami, zanim w 1939 roku stanęli naprzeciw Historii? Kogo zabrakło w polskich armiach II wojny światowej? Kogo zabrakło w Polsce powojennej? Co po nich zostało?
Pokazując ofiary Zbrodni Katyńskiej jako żywych ludzi, chcemy sprawić, aby konkretne osoby nie były anonimowe i odzyskały indywidualną twarz.

30 marca 2016 roku o godzinie 19:00 w Muzeum Powstania Warszawskiego. Muzyka pod Liberatorem. Koncert muzyki Romana Maciejewskiego Bohaterem kolejnego koncertu z cyklu Muzyka pod Liberatorem będzie Roman Maciejewski - wybitny polski kompozytor XX wieku. W jego dorobku kompozytorskim znajdziemy różnorodne utwory fortepianowe.



Widziane z krzesła Honorowego

Prezesa Andrzeja Targowskiego.

   Dzieci- ich a my dziś w nieustającym syndromie idealności

Od 1944 r. upłynęło 71,5 lat, więc może warto zastanowić się jak dzieci nazistów i komunistów żyją po II WŚ a w szczególności, co myślą o działaniach swych rodziców w czasie wojny. W tym względzie nie ma badań tylko niniejsza ocena będzie oparta na autora doświadczeniu i analizie wypowiedzi dzieci niektórych znanych Nazistów i Komunistów.
Powojenni Niemcy bardzo niechętnie powracają do spraw wojny. W swych podróżach z PRL do NRF często pytano mnie „czy Pan jest z Polski?” „Tak” odpowiadałem. „Bo wie Pan ja byłem w Polsce w czasie wojny.” „A co Pan wtedy robił” pytałem. „Służyłem w serwisie medycznym.” Nie spotkałem żadnego Niemca, który by nie był medykiem w czasie wojny w Polsce. Potem, gdy latałem z USA do III RP (kilkadziesiąt razy, często przez Niemcy) nieraz za sąsiada w samolocie miałem Niemca a nawet często niemieckiego studenta. Nawiązywałem wówczas rozmowę na tematy wojny i widziałem, że niemieccy studenci bardzo mało wiedzieli o tym okresie. Raz oglądałem w TV wywiad z uczniami niemieckiego gimnazjum, którzy prawie nic nie wiedzieli o tej wojnie, aczkolwiek chyba dwóch słyszało o Auschwitz. Z tego wynika, że Niemcy mają jednak poczucie winy i o wojnie swym dzieciom mówią bardzo mało, w przeciwieństwie do nas, którzy do dzisiaj żyjemy w kontekście tej wojny.
Korzystnie wygląda postawa Niklasa Franka, syna Hansa Franka (1900-1946), gubernatora Generalnej Guberni na okupowanych polskich ziemiach (1939-1945) będącej niemiecką administracją okupowanej Polski. Hans Frank był bezwzględnym w stosowaniu terroru przeciwko ludności cywilnej i nadzorowaniu masowej zagłady Żydów i Polaków w obozach koncentracyjnych.  W procesie norymberskim został skazany na śmierć za zbrodnie przeciwko ludzkości i wyrok został wykonany. Miał 3 synów i 2 córki.  Brigitte popełniła samobójstwo w 1981 r. a Sigrid pozostała mocną nazistką i wyemigrowała do Południowej Afryki, gdzie dobrze się czuła w reżimie dominacji białej rasy, tam zmarła. Dwaj synowie Michael i Norman zmarli w 1990 i 2010 nie wyróżniali się niczym. Natomiast Niklas opublikował w 1987 r. książkę „Ojciec-rozliczenie rachunków“, w której ostro potępił ojca, nazywając go „śliskim fanatykiem Hitlera” oraz nie wierzył w jego skruchę przed egzekucją.
Natomiast Horst von Wächter syn Otto von Wächtera (1901-1949), gauleitera (politycznego administratora) Krakowa, Galicji i Ukrainy, eksperta od Zagłady Żydów, nie widzi nic zdrożnego w osobie swego ojca. Pewni żydowscy producenci filmu, (których rodziny zginęły w Zagładzie na Ukrainie) badający relacji pomiędzy pamięcią, sprawiedliwością i miłością spowodowali, że na planie filmu na Ukrainie jeden z nich i Niklas Frank namawiali Horsta do potępienia zbrodni Ojca. Ten jednak odmówił a potem wziął udział, jako syn bohatera w spotkaniu neo-nazistów celebrujących pamięć jednostek Waffen-SS na Ukrainie.   
Podobnie Gurdun Burwith (1929), córka Heinricha Himmlera drugiego po Hitlerze najokrutniejszego Nazisty, szefa SS i Gestapo – nigdy nie potępiła Nazizmu ani działalności swego ojca. Do dzisiaj konsekwentnie broni reputacji swego ojca i wspiera neo-nazistowskie grupy oraz żyjących jeszcze Nazistów. W tym środowisku znana jest, jako „energiczna nazistowska księżniczka.” 
Inaczej jest ze Świetlaną córką Stalina, która chciała o nim zapomnieć i uciekła z ZSRR do USA, ale jej córka a wnuczka tego super-mordercy odmówiła wyjazdu z matką i pozostała wierna pamięci Dziadka. Zapewne jego syn Jakow nie myślał dobrze o ojcu, który odmówił jego wymiany na niemieckiego feld-marszałka Paulusa i popełnił samobójstwo na elektrycznych drutach oflagu. Jedynie drugi syn Wasilij używał ile tylko mógł, jako syn „cara", ale po śmierci Ojca wylądował w więzieniu a następnie zmarł z przepicia w 1962 r. nie mając prawa (spowodowanego przez władze) używania nazwiska ojca.
Cóż tylko jeden syn Franka i jedna córka Stalina zachowali się godnie wobec zbrodni ojców, jeśli chodzi o znane przypadki.  Postawy Niemców można tłumaczyć m.in. dobrobytem, jaki im pomogli osiągnąć Amerykanie po II WŚ oraz osądzeniem i skazaniem tylko czołówki nazistowskiej. Reszta nazistów została pokojowo wchłonięta w powojenne, szybko odbudowujące się państwo, które mądrze raczej zaciera za sobą ślady i rany aniżeli je rozbudowywać i analizować. Podobny proces za sprawą Amerykanów miał miejsce w Japonii, gdzie do dzisiaj premierzy w rocznicę wojny składają kwiaty w mauzoleum Wojny, wbrew protestom m.in. Chin.
Niemcy i Japonia to potęgi gospodarcze obecnie i beneficjenci polityki gojenia raczej aniżeli rozdrapywania ran i konfliktów oraz bezkompromisowego szukania winnych. Jedynie my Polacy doskonalimy sztukę ciągłego oskarżania swych liderów w imię wysokiego i wyidealizowanego morale. Podczas gdy ludzie porządni raczej powinni być kasjerami aniżeli pchać się do polityki?   

                                                                                        Andrzej Targowski


A więc jest to jedenasty, marcowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 Warszawa.


Zostań wolontariuszem, wesprzyj nas.
Może pomożesz zbudować naszą stronę internetową. 
Może zgodzisz się spotkać z uczniami jednej z warszawskich szkół i opowiesz swoje przeżycia. 
Przygotowujemy się do obchodów powstania w dniu 1 sierpnia 2016. Czy chcesz pomóc? 
Czy możesz pomóc nam w nawiązaniu kontaktu z organizacjami kombatackimi, historycznymi? 


18 lut 2016

Biuletyn Nr 10, luty 2016



01 02 2016 72. rocznica akcji "Kutschera"
1 lutego 1944 r. został wykonany wyrok śmierci na Dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski (SS-Brigadeführera und Generalmajora der Polizei) Franzu Kutscherze. Kutschera był zbrodniarzem niemieckim odpowiedzialnym za terror i egzekucje uliczne w Warszawie. Zamach na „kata Warszawy” przeprowadził Oddział Dywersji „Agat” Szarych Szeregów AK. Rozkaz zgładzenia Kutschery wydał dowódca Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK pułkownik August Emil Fieldorf „Nil”.

W akcji wzięło udział 12 osób: Bronisław Pietraszewicz „Lot”, Stanisław Huskowski „Ali”, Zdzisław Poradzki „Kruszynka”, Michał Issajewicz „Miś”, Bronisław Hellwig „Bruno”, Kazimierz Sott „Sokół”, Marian Senger „Cichy”, Zbigniew Gęsicki „Juno”, Henryk Humięcki „Olbrzym”, Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama”, Elżbieta Dziębowska „Dewajtis”, Hanna Szarzyńska-Rewska „Hanka”. Operacja rozpoczęła się kilka minut po godz. 9.00. Zamach był przeprowadzony w rejonie skrzyżowania ul. Piusa XI i Alei Ujazdowskich oraz ul. Szopena. Skuteczna akcja trwała 1 minutę i 40 sekund.

Po raz pierwszy żołnierzom Polskiego Podziemia udało się zabić dygnitarza niemieckiego o tak wysokiej randze. Podczas akcji zostało zabitych lub ranionych co najmniej kilku niemieckich policjantów i żołnierzy. Po początkowych represjach w odwecie za akcję (zamordowanie 100 zakładników), w połowie lutego 1944 r. Niemcy zaprzestali publicznych egzekucji w Warszawie.



Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

23 02 2016 MUZYKA POD LIBERATOREM. 
Koncert muzyki STEFANA KISIELEWSKIEGO


Bohaterem wieczoru w Muzeum Powstania Warszawskiego będzie Kisiel-kompozytor. Cięty publicysta, błyskotliwy literat, komentator i uczestnik życia politycznego Stefan Kisielewski uważał się przede wszystkim za kompozytora i pisarza. Ukończył trzy wydziały Konserwatorium Muzycznego, a w jego dorobku znajduje się sto utworów. Te fortepianowe, młodzieńcze kompozycje z czasów okupacji i lat 50. zabrzmią w ramach kolejnego spotkania z cyklu „Muzyka pod Liberatorem”. W programie m.in. „Danse vive” z 1939 roku – utwór, którego zapis nutowy spłonął w czasie Powstania Warszawskiego. Po wojnie odtworzył go z pamięci pianista Lech Miklaszewski, dla którego Kisiel napisał tę kompozycję. W czasie okupacji powstały „Preludium i fuga”, „Toccata” oraz „Serenada”, a pierwsza połowa lat 50. to m.in. „Capriccio Ustico” oraz „Suita”.

Utwory Stefana Kisielewskiego wykona Magdalena Lisak – pianistka, specjalistka w odczytywaniu fortepianowych utworów kompozytora. Artystka dziś związana z Akademią Muzyczną w Katowicach jest laureatką XIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego imienia Fryderyka Chopina w Warszawie. Nagrała jedną z najlepszych płyt monograficznych Kisiela.

Podczas koncertu, dzięki radiowym archiwaliom, usłyszymy też głos samego Kisiela, a gościem specjalnym wieczoru w Muzeum Powstania Warszawskiego będzie syn kompozytora Jerzy Kisielewski, który opowie o miłości ojca do „czarnego pudła” i Warszawy.

23 lutego, godz. 19.00. Muzeum Powstania Warszawskiego, ul. Grzybowska 79. Wstęp wolny.

Spotkanie poprowadzi Barbara Schabowska, dziennikarka radiowej Dwójki. Organizatorami cyklu są Muzeum Powstania Warszawskiego, Polskie Wydawnictwo Muzyczne oraz Program 2. Polskiego Radia.


Widziane z krzesła Honorowego 
Prezesa Andrzeja Targowskiego.

Sąsiedzi - odwieczny syndrom Polski, albo kto komu pomógł w II WŚ


Los m.in. Dzieci ’44 wynikał z zakleszczenia Polski miedzy młotem Niemiec a kowadłem Rosji. Sytuacja nie do pozazdroszczenia przez inne państwa świata. W 1939 r. Polska miała 7 sąsiadów, z których tylko 3 żyło w zgodzie z Polską: Węgry, Rumunia i Łotwa, (choć formalnie to maleńkie państwo wycofało ambasadora z Polski w 1939 r. wskutek pożaru ambasady w Warszawie). Kiedy po 123 latach Polska odzyskała niepodległość w 1918 r., nasz kraj żył w niezgodzie, z wielkimi sąsiadami Niemcami i Rosją a także i z mniejszymi jak Czechosłowacja i Litwa. Wynikiem takiego stanu polskiego sąsiedztwa po I Wojnie Światowej był IV Rozbiór Polski w 1939 r, i zabicie 5 milionów polskich obywateli, czyli co 6-tego obywatela oraz zniszczenie stolicy Warszawy, w której mieszkaliśmy.
Dlatego sprawa dobrych stosunków z sąsiadami powinna być najważniejszym priorytetem polityki zagranicznej III RP po 1989 r, oraz troski Dzieci ’44. Marszałek J. Piłsudski świetnie orientował się w szachownicy naszego sąsiedztwa i dlatego próbował rozwinąć ideę Międzymorza przed I wojną światową w ramach federacji państw Europy Środkowej i Wschodniej. Docelowo do Międzymorza należeć miał obszar między morzami Adriatyckim, Bałtyckim a Czarnym („Morza ABC”), a konkretnie Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, Czechosłowacja, Węgry, Rumunia, Jugosławia oraz ewentualnie Finlandia. Nic z tego nie wyszło. Za duży projekt.
Potem J. Piłsudski namawiał Francję na prewencyjne zaatakowanie Niemiec w 1933 r, aby zapobiec ich militaryzacji sprzecznej z Traktatem Wersalskim. Niestety Francuzi nie chcieli tej wojny, pomni dwóch ciężkich wojen z Niemcami w 1870-71 r. i 1914-18 r. Po śmierci Marszałka J. Piłsudskiego w 1935 r. polska polityka zagraniczna została oparta na iluzji i honorze ministra spraw zagranicznych. Iluzją było liczyć, że pacyfistyczna Francja i nieuzbrojona W. Brytania wypowiedzą na serio wojnę Niemcom w 3 dni po ich ataku na Polskę w 1939 r. Wprawdzie, Francuzi i Anglicy wypowiedzieli wojnę Niemcom 3 września 1939 r i Brytyjczycy spowodowali pewne morskie blokady oraz przeprowadzili naloty na niektóre porty morskie, ale potem byli bezczynni. Natomiast niedotrzymanie przez Francję zobowiązania o przystąpieniu do ofensywy przeciw Niemcom w 15-tym dniu po rozpoczęciu wojny ośmieliło ZSRR do napaści na Polskę i skazało armię polską na samotną i beznadziejną walkę z najeźdźcą hitlerowskim. A przecież Francuzi i Brytyjczycy mieli 110 świetnie uzbrojonych dywizji a Niemcy na zachodzie tylko 20 i mogli być szybko pokonani.
Sojusz z daleką W. Brytanią i Francją w 1939 r. zawiódł. Na ironię losu warto zauważyć, że to Polska przyszła z pomocą wojskową Francji po jej niemieckim ataku 12 maja 1940 r. i W. Brytanii po niemieckim ataku lotniczym w tzw. „Bitwie o Anglię” 8 sierpnia 1940 r, w której 5% polskich pilotów (stanu wszystkich pilotów) zestrzeliło 11% niemieckich samolotów.  We Francji gen. Wł. Sikorski zdołał zorganizować 85,000 tysięcy żołnierzy spośród wojskowych, którzy przedostali się z Polski oraz z Polaków żyjących we Francji, Belgii i Holandii. W tym wojsku byli polscy lotnicy z kampanii polskiej-1939, którzy samotnie bronili nieba francuskiego i musieli płacić za ciepłą wodę do kąpieli we francuskich koszarach. Niestety Francuzi nie mieli ochoty do walki z Niemcami i Brytyjczycy przejęli WP do siebie na wyspę a potem je użyli w „Bitwie o Anglię” (piloci) i pancerniaków gen. St. Maczka w inwazji na Europę w D-Day 6 czerwca 1944 r. Natomiast II Korpus Polski, (który opuścił ZSRR w 1942 r.) dowodzony przez gen. Wł. Andersa pomagał Brytyjczykom w okupowaniu Iraku, Palestyny i Egiptu a następnie wspierał ich w zwycięskich walkach w Afryce w 1943 r, aż po inwazję na Włochy i w Bitwie pod Monte Cassino (17.I-19.V. 1944). To wielkie poświęcenie Polaków w II WŚ po stronie Zachodu skończyło się oddaniem Polski do Sowieckiego Bloku, w tym przez Amerykanów, którzy dyktowali warunki zakończenia II WŚ.
Dziś po 71 latach od II WŚ Amerykanie trzymają parasol ochronny nad całym politycznym Zachodem od Europy po Australię i Biegun Południowy oraz Północny, w tym nad Taiwanem i Japonią. Polska będąc w NATO szczęśliwie znajduje się pod tym Parasolem także. Ale ów Parasol będzie tym lepiej działać im bardziej będą ściśnięci Europejczycy pod nim. Jeśli Polska wysunie się z tego scalonego rdzenia Europy na zewnątrz tego Parasola i będzie zachowywać się jak w 1939 r. to należy wątpić czy Amerykanie będą chcieli umierać po raz drugi za „Danzig” albo „Białystok.”
Warto przypomnieć, że na początku 1939 r. Polska i Czechosłowacja miały łącznie 80 pełno-składowych dywizji i świetne czeskie uzbrojenie i amunicję. Podczas gdy Niemcy mieli też 80 dywizji (60 na Wschodzie i 20 na Zachodzie), ale szkieletowych, w organizacji. Gdyby Polacy wtedy nie lekceważyli sąsiadujących Czechosłowaków („Pepiczków”) to prawdopodobnie II WŚ nie wybuchłaby w 1939 r. Może i nie byłoby PW w 1944 r. i nasi rodzice by żyli a także 200,000 Warszawiaków. Nie mówiąc o 5 milionach polskich obywateli. 

Andrzej Targowski


A więc jest to dziesiąty, lutowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 Warszawa.


Zostań wolontariuszem, wesprzyj nas.
Może pomożesz zbudować naszą stronę internetową. 
Może zgodzisz się spotkać z uczniami jednej z warszawskich szkół i opowiesz swoje przeżycia. 
Przygotowujemy się do obchodów powstania w dniu 1 sierpnia 2016. Czy chcesz pomóc? 
Czy możesz pomóc nam w nawiązaniu kontaktu z organizacjami kombatackimi, historycznymi? 


20 sty 2016

Biuletyn Nr 9, styczeń 2016

Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

22 01 2016 Poznańska Scena Młodych. „Wesele poety” (1944-2014)

“Wesele poety” to projekt Poznańskiej Sceny Młodych przygotowany z okazji 70-­tej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Koncert to poemat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego “Wesele Poety” z muzyką Juliusza Czwakiela. Wokalistom towarzyszy zespół muzyczny oraz projekcje multimedialne.
Poemat Krzysztofa Kamila Baczyńskiego zabiera słuchaczy w niezwykłą podróż po świecie wyobraźni. Muzykę opracował Krzysztof Powalisz ­ nauczyciel, muzyk, jazzman. Aranżacje czerpią z osiągnięć awangardy jazzu wykorzystując skomplikowane harmonie. Dużą wagę ma tu śpiew. Anna Zalewska-Powalisz, reżyserka jest także odpowiedzialna za przygotowanie wokalne. W interpretacjach piosenek wyraźnie zaznaczona jest indywidualność poszczególnych wokalistów. Zespół muzyczny składa się ze studentów i absolwentów poznańskich uczelni muzycznych, muzyków profesjonalnych.

Muzyka do Wesela Poety powstała w latach 1980-­tych dla Anny Zalewskiej-Powalisz. Przez ten czas program był wielokrotnie wykonywany i opracowywany stając się bardzo osobistą wypowiedzią artystki, która dziś dzieli się nią ze swoimi podopiecznymi.

Poznańska Scena Młodych to projekt edukacyjny Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Poznania w ramach którego w Piwnicy Artystycznej przy Zespole Szkół Komunikacji działa “otwarta szkoła talentów”. Podstawą działań są regularne lekcje śpiewu oraz praca nad koncertem finałowym. Do tej pory Scena przygotowała 6 koncertów, w których wzięły udział dziesiątki młodych ludzi, nie tylko z Poznania.
Krzysztof Kamil Baczyńki “Wesele Poety” 60 min

22 stycznia 2016, godz. 20.00. Sala pod Liberatorem, Muzeum Powstania Warszawskiego. Bezpłatne wejściówki na spektakl do odbioru w kasie Muzeum.


28 01 2016 „Archiwum Zgrupowania Armii Krajowej Chrobry II”


Zapraszamy na premierę książki Katarzyny Utrackiej i Izabeli Mrzygłód „Archiwum Zgrupowania Armii Krajowej Chrobry II”. Dwutomowa publikacja źródłowa poświęcona jest jednemu z największych oddziałów Powstania Warszawskiego – Zgrupowaniu „Chrobry II” walczącemu w Śródmieściu Północ.
28 01 2016, godz. 18:00. Muzeum Powstania Warszawskiego, Audytorium Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Wstęp wolny.

Miejsca upamiętniające Powstanie Warszawskie - Stary Mokotów, ulice Madalińskiego, Kazimierzowska.
Tablica Batalionu Bałtyk, róg ul. Kazimierzowskiej i Narbuta.
 
Tablica pamięci prof. Kuntzego - róg Madalińskiego i Kazimierzowskiej

Link do prezentacji Powstanie na Mokotowie w formacie PowerPoint (ppt). 


Widziane z krzesła Honorowego Prezesa Andrzeja Targowskiego.


Przeżyliśmy, więc przypominamy o „Gestapo i AK”

   Rolą naszą, Dzieci ’44 nie jest tylko pamiętać o podwójnym horrorze warszawskiej Hiroszimy, ale przypominać, co z tego wynika dla współczesności. Tak się składa, że chyba należę do nielicznych, którzy żyją i mieli osobisty kontakt z Gestapo i AK, czyli w sprawie podniesionej w polityce w grudniu 2015 r., zatem mogę coś w tej sprawie powiedzieć. Dla formalności powiem, że w 1940 byłem z Matką śp. Haliną na widzeniu z moim Ojcem śp. Stanisławem w Gestapo w osławionej alei Szucha. Natomiast Rodzice należeli do ZWZ a Matka potem do AK (14-krotnie ranna w „44”), raz w naszym mieszkaniu odbyło się posiedzenie Delegatury Polskiego Rządu na Kraj. Szczęśliwie w Gestapo nie byłem w owym „tramwaju” w piwnicach, ale w słonecznym biurze na piętrze, gdzie Gestapowiec częstował mnie cukierkiem, bo w sumie chciał zmiękczyć Ojca, aby sypał współpracowników z Podziemia. Odmówił i został wysłany do Auschwitz a następnie został zamordowany w Nordhousen Dora. Taką postawę przyjmowało większość Polaków w podobnej sytuacji. Były wyjątki, które wynikały zwykle z torturowania. Znane przypadki współpracy rodaków z Gestapo kończyły się wykonanymi wyrokami śmierci przez żołnierzy Podziemia.  Natomiast kobiety, które przyjaźniły się z Niemcami były strzyżone na łyso. Był jeden znany haniebny casus wydania Szefa AK—gen. Stefana Grota-Roweckiego w 1943 r. przez grupę Polaków kierowaną przez niby Polaka a de facto arystokratę pochodzenia niemieckiego Ludwika Kalksteina - Stolińskiego. Wyrok śmierci na członku tej grupy Eugeniuszu Świerczewskim został wykonany, natomiast żona Ludwika-Blanka Kaczorowska uniknęła śmierci, ponieważ była w ciąży (zmarła w Paryżu w 1971 r.). Natomiast Kalkstein uratował się i nie dał się złapać żołnierzom Podziemia. Po wojnie w PRL otrzymał niski wyrok, co umożliwiło mu szpiegowanie Radia Wolna Europa w Monachium, gdzie zajmował się biblioteką. Zmarł w Paryżu w 1994 r., stojąc stale za kotarą okna na ulicę, wypatrując ewentualnych zamachowców na jego życie.
   Oczywiście działała w Polsce tzw. V-ta Kolumna złożona z niektórych Niemców lub Polaków pochodzenia niemieckiego, którzy mieszkali w Polsce. Jednakże większość Polaków niemieckiego pochodzenia nie zdradzała swego kraju osiedlenia. Nawet przepłacali życiem jak np. śp. ewangelicki Biskup Juliusz Bursche, który zmarł w więzieniu Gestapo Moabit w Berlinie w 1942 r., gdzie się znalazł w wyniku odmowy podpisania listy Volksdeutscha. Jego bratanek Jan walczył w Powstaniu na Mokotowie, natomiast Jana szwagier Lindner, jako polski oficer stał w szeregu z innymi polskimi oficerami o nazwiskach Hubner, Miller, Krauze itp., którzy oddawali swe szable na Helu w 1939 r. niemieckiemu oficerowi o nazwisku Wiszniewsky.
  Niewątpliwie były przypadki tzw. szmalcowników, którzy sypali Okupantowi współobywateli Żydów, których majątek chcieli przechwycić. Liczba tych przypadków jest niewspółmiernie niska w porównaniu do tego typu spraw, jakie miały miejsce we Francji i Włoszech, o których się w ogóle nie mówi. Jeśli Podziemie znało nazwiska szmalcowników to ich los był przesądzony.
  Polska obok Portugalii, Grecji i Jugosławii (w zasięgu władzy Partyzantów Josepha Broz Tity) była wśród tylko czterech krajów w Europie, gdzie współpraca z Niemcami była dyshonorem. Nawet na jednej z angielskich wysepek, zajętych przez Niemców, gdy mieszkańcy spytali premiera W. Churchilla, co mają robić, on im polecił, aby słuchali się Okupanta i go nie zwalczali.  
   Niemcy-okupanci często mówili po polsku, bowiem mogli to być Ślązacy, którzy szukali swej niezależności (i nadal ją szukają) i mieli ciągoty do silniejszego państwa o wysokiej technice uprzemysłowienia a więc o wyższym poziomie życia. Wielu z nich zachowywało się przyzwoicie wobec Polaków a nawet na polu walk przechodzili na stronę Aliantów.  W oddziałach SS nie było oddziałów złożonych z Polaków, a takie oddziały były złożone z Francuzów, Włochów, czy Rosjan (tych ostatnich służyło w SS około 2 miliony).

   Z przytoczonych faktów wynika, że współpraca Polaków z Gestapo i w szerszym sensie z Niemcami była bliska statystycznego błędu po przecinku, minimalna jak na ówczesną populację 30 milionowego kraju o różnym składzie etnicznym.  Z tego faktu my Polacy możemy być dumni. 

  Andrzej Targowski   


A więc jest to dziewiąty, styczniowy numer naszego Biuletynu. Zapraszamy członków Stowarzyszenia do współuczestnictwa w redagowaniu Biuletynu. Zapraszamy do redagowania rubryk, nadsyłania notek, komentarzy. 

W załączniku do dzisiejszego mejla znajduje się deklaracja członkowska Stowarzyszenia. Prosimy o wypełnienie jej (jeśli jeszcze takiej deklaracji nie otrzymaliśmy) i odesłanie do Zarządu albo mejlowo albo pocztą. W przypadku użycia drogi mejlowej nie wymagamy własnoręcznego podpisu, natomiast w przypadku wysyłania pocztą prosimy o jego dokonanie. Przypominamy że składka członkowska jest dobrowolna.


Adres korespondencyjny Stowarzyszenia: Ul. Igańska 26 m. 38, 04-083 Warszawa.


Zostań wolontariuszem, wesprzyj nas.
Może pomożesz zbudować naszą stronę internetową. 
Może zgodzisz się spotkać z uczniami jednej z warszawskich szkół i opowiesz swoje przeżycia. 
Przygotowujemy się do obchodów powstania w dniu 1 sierpnia 2016. Czy chcesz pomóc? 
Czy możesz pomóc nam w nawiązaniu kontaktu z organizacjami kombatackimi, historycznymi?