3 lis 2018

Biuletyn Stowarzyszenia Dzieci Powstania 1944. Nr 44, listopad 2018





O Stowarzyszeniu Dzieci Powstania 1944

KONTAKT: 04-083 Warszawa, ul. Igańska 26 m. 38 sdpw44@gmail.com
Nr konta SDPW1944 w Banku Gospodarki Żywnościowej (BGŻ): 10 2030 0045 1110 0000 0395 9950

MISJA STOWARZYSZENIA

Rodzice nasi walczyli i ginęli w PW 44’ za wolną i szczęśliwą Polskę.
Rolą naszą, Dzieci ’44 jest nie tylko pamiętać o horrorze warszawskiej Hiroszimy, ale przypominać, co z tego wynika dla współczesności. Doświadczyliśmy życia w niepokoju, życia na przetrwanie oraz życia w niezdrowiu. Aczkolwiek wielu z nas wyszło z tej gehenny zahartowanymi i osiągnęło wysokie cele swego życia, ale …to raczej mniejszość z nas? I dlatego mamy prawo pytać, mamy prawo szukać odpowiedzi, mamy prawo zastanawiać się czy ofiara nie była daremną, czy cena nie była za wysoką.
A także mamy prawo oceniać czy Rodziców ofiara nie poszła na marne z punktu widzenia tego, jak następne pokolenia realizują polską rację stanu, którą jest bezpieczeństwo w oparciu o dobre stosunki z sąsiadami i mocne sojusze a także oceniać jak realizowana jest strategia wolności i zachodniej demokracji, w tym i sprawiedliwości.

Skład Zarządu i Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia

Zarząd:

Przewodniczący Andrzej Olas
Wice Przewodniczący Wojciech Łukasik
Skarbnik Ewa Chrzanowska
Sekretarz Maria Nielepkiewicz
Członek Zarządu Tadeusz Świątek
Członek Zarządu Wiesław Winkler

Komisja Rewizyjna:

Jacek Kijkowski
Anna Zawadzka
Władysław Mastalerz

CZŁONKOWIE HONOROWI:

Profesor Andrzej Targowski - honorowy prezes Stowarzyszenia
P. Joanna Woszczyńska - członek honorowy
P. Jerzy Mirecki - członek honorowy

* * *

Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

Baza Ofiar Cywilnych. Muzeum Powstania Warszawskiego prowadzi bazę ofiar cywilnych, link tutaj. Pomóż uzupełnić listę.

Co dzieje się w Stowarzyszeniu:

Współpracujemy z teatrem tańca LUZ.

Współpracujemy z Muzeum Dulag 121.

Wzbogaca się baza naszych wspomnień. Dziś zamieszczamy comiesięczny felieton honorowego prezesa Stowarzyszenia, profesora Andrzeja Targowskiego, p. Zbigniewa Głuchowskiego.

Mamy stronę internetową na Facebooku. Szukaj pod @DzieciPowstaniaWarszawskiego.

Wspomnieliśmy o bazie wspomnień. Napłynęło do nas sporo wspomnień w formie maszynopisu lub rękopisu. Potrzebujemy pomocy w przeniesieniu tych wspomnień na format cyfrowy (word), tak aby zamieścić je w Biuletynie. Prosimy o zgłoszenie się na nasz adres mejlowy (powyżej) ochotników do tej pracy.

Teatr Tańca LUZ


Przedstawił w dniu 27 września kolejny spektakl Dzieci Powstania.




Gościem specjalnym spektaklu był przedstawiciel naszego Stowarzyszenia p. Tadeusz Władysław Świątek.


Oto więcej zdjęć ze spektaklu.







tel. 602 598 493, e-mail: joa.woszczynska@gmail.com

Widziane z krzesła Honorowego Prezesa profesora Andrzeja Targowskiego, Nr 41


                        Polska odrodzona, „wyleczona” i czy do końca?

Święto Niepodległości 11 listopada zaczęto obchodzić dopiero od 1937 r. czyli po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego w 1935 r. Aż 19 lat zastanawiano się nad obchodami tej rocznicy.  Ale prócz naszej rocznicy, dzień 11 listopada 1918 jest ważną datą w historii Europy, ponieważ przywraca Polsce, dużemu europejskiemu państwo należną mu rolę. Czyli Polska została wyleczona. Jak pamiętamy mówiono wówczas, „że jak Polska jest chora to i Europa jest chora.” Sprawa rocznicy jest skomplikowana. Ponieważ w dniu 5 listopada 1916 Niemcy i Austro-Węgry (przegrywające I WŚ) wypowiedziały się za utworzeniem „samodzielnego” Królestwa Polskiego.  

Choć sam Akt 5 listopada nie dawał Polakom konkretnej daty osiągniecia niepodległości Polski, to wywołał on na świecie tak szeroki oddźwięk, że jego ogłoszenie było kluczowym czynnikiem w polskich staraniach o odzyskanie niepodległości, ponieważ zmusił państwa Ententy (Francja i W. Brytania oraz sympatyzujące Stany Zjednoczone—Deklaracja Wilsona) do nacisku na Rosję (członka Ententy), aby zaoferować będącym pod jej zaborem Polakom konkurencyjną ofertę. Pod wpływem tego nacisku car Mikołaj II 25 grudnia 1916 wydał rozkaz, w którym do celów wojny zaliczył odbudowę Polski wolnej, złożonej ze wszystkich trzech części, dotąd rozdzielonych.

W wyniku Aktu z 5 listopada 1916 r. w ciągu ok. 2 miesięcy, w dniu 15 stycznia 1917 rozpoczęła działalność Tymczasowa Rada Stanu w Królestwie Polskim, powołana przez niemieckie i austro-węgierskie władze okupacyjne. W październiku 1917 r. władze okupacyjne ustanowiły Radę Regencyjną, która zgodnie ze słowami powołującego ją Patentu zastępowała króla i regenta. Natomiast 26 listopada 1917 Rada Regencyjna powołała rząd Jana Kucharzewskiego. Z formalnego punktu widzenia Polska mając już swego premiera poniekąd odzyskała niepodległość. Niestety wskutek różnych okoliczności (niezaproszenie delegata Polski do obrad nad Paktem Brzeskim), premier poddał się do dymisji. I dopiero od dnia 11 listopada 1918 r. w dniu, w którym Rada Regencyjna utworzyła urząd Naczelnika Państwa, na który w tym dniu powołano Komendanta Józefa Piłsudskiego---uważa się, że Polska stała się niepodległym państwem. 

Tymczasowa Rada Stanu Królestwa Polskiego powołana w konsekwencji Aktu 5 listopada 1916 roku wyciągnęła właściwe wnioski z upadku obu cesarstw w 1917 r., które Akt ten wydały, wygaszając z tym dniem swoją misję, na rzecz Rady Regencyjnej. Czy można mówić tu o przekazaniu komuś władzy de iure? (z listu prof. A. Piskozuba i cytat przez niego przypomniany):

W 1956 r. Stanisław J. Lec stworzył genialną "myśl nieuczesaną": 
„W tym kraju - powiedział mój znajomy filozof S. - władza leży na ulicy.”
Nie szkodzi - odpowiedziałem - tutaj nie zamiata się ulic.

Czyżby Panie Stanisławie? Może w PRL nie zamiatano dobrze ulic, ale w latach 1916-1918 polska władza rozwijała się stopniowo, aż do skutku, ponieważ miała świetnych liderów. Także w styczniu 1945 r. pseudo-władza władzę sprawnie podjęła z ulicy, po niemądrych decyzjach w sierpniu 1944 r. -- potem nie było tak trudno ją z ulicy podjąć przez sowieckich wysłanników. Nie było już liderów. I odtąd mamy z tym kłopot. 

Warto przypomnieć (dzięki prof. A. Piskozubowi za to), że na podziale rozbiorowym Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Rosja wzięła w nim w całości Wielkie Księstwo Litewskie (462 tys.km kw.). Natomiast polskie ziemie podzielono między Prusy (141 tys km kw) i Austrię (130 tys.km kw. pozostawiając całe Królestwo Polskie (271 tys.km kw) pod nadzorem Rosji. Po 20 latach Rosja w Kongresie Wiedeńskim odebrała pozostałym zaborcom blisko połowę (127 tys.km kw) ale podczas I WŚ w 1915 r. mocarstwa centralne odbiły to terytorium odtwarzając z niego Aktem 5 Listopada 1916 na moment koncepcję Królestwa Polskiego. 

Natomiast w 1918 roku, po rewolucji bolszewickiej powrócono do rozbitej przez Rosję podczas rozbiorów Rzeczypospolitej tworząc Druga Rzeczpospolitą zamiast Królestwa Polskiego, nawiązując do Unii Lubelskiej z 1569 r. (Ibidem). 

W powstaniu Aktu 5 Listopada 1916 r. ogromnie zasłużył się Władysław Studnicki, krajan i rówieśnik Józefa Piłsudskiego. Obaj byli szlachcicami Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale podczas I Wojny Światowej walczyli o sprawę polską, o odrodzenie Królestwa Polskiego. Dyskusyjną wówczas postawą okryła się nacjonalistyczna endecja, protestem Lozańskim zwracając się do Ententy przeciwko restytucji Królestwa Polskiego! (Ibidem).

Niech się święci 11 listopada, ale warto zastanowić się czy aby status Królestwa Polskiego nie byłby lepszy od statusu II RP? Jak wskazują liczne europejskie królestwa, panuje w nich większa stabilizacja i lepsza jakość życia aniżeli w innych systemach społeczno-politycznych. A my może nie bylibyśmy wówczas członkami Klubu im. Heleny Modjeskiej, aż w dalekim mieście Los Angeles?

Czas i potrzeba byśmy zadumali się nad naszym losem po tych 100 ważnych latach. Czy jesteśmy zdolni utrzymać naszą niepodległość sami, czy jesteśmy wolni i bezpieczni oraz jaką mamy przyszłość? A także jaką cenę trzeba za to płacić i czy nas na to stać tak materialnie jak i mentalnie? 

Andrzej Targowski


DANE O POWSTANIU





Kwestionariusz dziecka powstania p. Z. Głuchowskiego

                                                                                                     
1.            Wiek w czasie powstania: 6 lat 4 miesiące,
Wiek obecnie: 79 lat 6 miesięcy
2.            Sytuacja w momencie wybuchu powstania:
a.            Osoby, z którymi był w momencie wybuchu powstania: ojciec, matka , dziadek, babka, inni krewni, piastunka, rodzeństwo (wymienić z podaniem imienia i wieku), inni rówieśnicy (wymieć z podaniem imienia i wieku), inne osoby (podać pokrewieństwo bądź relacje bp. Sąsiad, osoby nieznane, scharakteryzować relacje) Matka, Stanisława Głuchowska z d. Świnarska, lat 40
b.            Miejsce, dom rodzinny (mieszkanie), teren przydomowy (podwórko, ogród), ulica, sklep, park, środek komunikacji, inne jakie; mieszkanie.
c.             Reakcja otoczenia: Radość, strach, płacz, krzyk, odgłosy walk, próba ucieczki, inne reakcje; Usłyszeliśmy głos na podwórku „Polacy, kto w Boga wierzy! Na barykady!” Wtedy ogarnęła nas wielka radość, że Niemcy zostaną przepędzeni z Polski!
d.            Miejsce schronienia w chwili wybuchu powstania (piwnica, schron, poza miejscem zamieszkania, środek komunikacji) (dom rodzinny, dom krewnych, dom sąsiadów, znajomych), inne, jakie: Początkowo przebywaliśmy w mieszkaniu, czuliśmy się bezpieczni, bo okna wychodziły na podwórko.
3.1.         Czas powstania:
a.            Miejsca przebywania w czasie powstania, jeśli możliwe podać adresy:
W czasie powstania przebywaliśmy w piwnicy /nocą i w ciągu dnia/-ul. Nowogrodzka 3m. 10.
b.            Organizacja czasu dla dzieci w schronie, piwnicy:
Pomoc: opieka nad chorymi, młodszymi, przy obsłudze kuchni, obsłudze powstańców: Nie przypominam sobie.
Nauka: Matka uczyła mnie zachowania w czasie wybuchów i skrywania sie podczas ostrzału.
Gry, jakie: Nie było gier-nie pamiętam.
Śpiewy: Śpiewaliśmy pieśni religijne, partyzanckie i patriotyczne.
Organizacja życia: higiena: Załatwialiśmy się do kubłów, a dzieci do nocnika,
c.             Drogi ewakuacji przy konieczności opuszczenia schronienia:
Przebite mury ścian pomiędzy jednym budynkiem a drugim.
3.2.         Zapamiętane wydarzenia z czasu powstania:
Dramatyczne- początkowo pogrzeby zabitych powstańców odbywały się na podwórku w honorowej asyście z salwami, po 2-3 tygodniach zabrakło miejsca do pochówku i wtedy zaczęto rozkopywać groby wcześniej zabitych, pogłębiano je i układano zwłoki jedne na drugich, a następnie przysypywano je cienką warstwą ziemi. Z osobistych przeżyć najbardziej utkwiło mi w pamięci, z mamą udaliśmy się przejściami przez mury kitka domów dalej, gdzie podobno byt jeszcze dostęp do wody pitnej. Przechodziliśmy przez gorące gruzy rozwalonych budynków i w tym czasie rozpoczęto się bombardowanie. Nie wiedzieliśmy, gdzie się skryć. Szczęśliwie przeżyliśmy i wróciliśmy do naszej piwnicy, ale bez wody. Po jakimś czasie moja mama znowu wybrała się po wodę. Zostawiła mnie w piwnicy. Pobiegłem za nią i będąc w pokoju, w którym znajdowało się przejście usłyszałem ryk nadlatującego samolotu i gwizd spadającej bomby na sąsiednie pomieszczenie. Impet wybuchu przerzucił mnie z jednego pokoju do drugiego. Upadająca szafa mato mnie nie przygniotła. Zobaczyłem krwawiącą moją stopę i poczułem krew na twarzy. Do dzisiaj mam bliznę na lewej stopie i czole nad okiem.
4.            Wyjście z powstania:
a.            Data ostatecznej ewakuacji: 3 październik 1944 r.
b.            Adres ewakuacji: Nowogrodzka 3.
c.             Z kim wychodził z powstania (porównaj z listą z pytania 2a); z moją mamą.
d.            kto z listy z pytania 2a nie przeżył powstania.
kto był ranny......                                            
e.            podać kolejne etapy wychodzenia z powstania:
- Z powstania wychodziliśmy jakimiś rowami, tunelami i w końcu znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni /nie wiem, jaka to była ulica/, stali tam Niemcy w mundurach. Powstańcy, mający broń, składali ją przed nimi i dalej szli z cywilną ludnością.
- Wieczorem, może nocą, doszliśmy do jakichś fabrycznych hal, zapamiętałem, że mówiono, iź jesteśmy w Pruszkowie.
Jak długo tam byliśmy, trudno mi określić, gdyż byłem chory, podobno miałem wysoką temperaturę Po jakimś czasie, gdy już poczułem się lepiej, Niemcy zgromadzili nas przy wyjściu z hali i dokonali segregacji: zdolnych do pracy ustawili po jednej stronie, starych, chorych i matki z dziećmi zapędzili do odkrytych wagonów kolejowych. Jechaliśmy nocą, było zimno i padał deszcz; ludzie mówili, wiozą nas do Oświęcimia, niektórzy próbowali ucieczki, skakali z jadącego pociągu. Niemcy do nich strzelali, nie wiem, czy komuś udała się ucieczka.
- Pociąg zatrzymał się na stacji Kozłów pod Krakowem. Niemcy otworzyli wagon i kazali wysiadać. Miejscowa ludność zaopiekowała się nami. Ja z mamą znaleźliśmy się we wsi Przysieka. U bogatszych gospodarzy przebywaliśmy dłużej, u biedniejszych krócej. Moja mama umiała szyć na maszynie, więc wszędzie byliśmy mile widziani, a maszynę przenoszono od jednych do drugich.
5.            PO WOJNIE:
a.            miejsce, w którym dowiedział (a) się o zakończeniu wojny: Dla mnie i mojej mamy wojna się skończyła z chwilą wkroczenia do wsi oddziału Armi Czerwonej. Dla mojego taty w momencie otworzenia bramy obozu w Stołpie /w Słupsku/ przez czerwonoarmistę. Dzień zakończenia wojny /9 maja 1945 r./ zastał nas u rodźmy na Pradze. W Warszawie nie mieliśmy gdzie mieszkać, więc wyjechaliśmy na wieś do dalekiej rodziny w Leszczance, gm. Trzebieszów - tam ponownie zastała nas wojna Polacy walczyli z Polakami.
b.            reakcja otoczenia Radość, strach, płacz, inne reakcje: Radość z zakończenia wojny była przeogromna, niektórzy płakali ze szczęścia.
c. Osoby, z którymi był w momencie zakończenia wojny: ojciec, matka, dziadek, babka, inni krewni, piastunka, rodzeństwo (wymienić z podaniem imion i wieku), inni rówieśnicy (wymieć z podaniem imienia i wieku), inne osoby (podać pokrewieństwo bądź relacje bp. Sąsiad, osoby nieznane, scharakteryzować relacje): Ojciec, Bolesław Głuchowski, ps. Tur, lał 42, matka, Stanisława Głuchowska, lat 41.
c.             powojenna stabilizacja: proszę w kilku zdaniach opisać pierwsze 5 lat po wojnie:
d1. W kraju
miejsce zamieszkania:
-od wkroczenia oddziału Armii Czerwonej do powrotu mojego ojca z obozu mieszkałem w Przysiece, gm. Kozłów;
- przez kilka tygodni mieszkaliśmy u siostry mojej mamy na Pradze w Warszawie, ul. Żółkiewskiego 45;
- 1945/1946 Leszczanka, gm. Trzebieszów;
- 1946/1947 Krzesk, gm. Zbuczyn;
- 1947/1949 Międzyrzec Podl. ul. Piłsudskiego 47;
- 1949-Siedice, ul. Kilińskiego 9 m. 1.
-miejsce pierwszej szkoły, przedszkola: do szkoły podstawowej zacząłem uczęszczać w Międzyrzecu Podl., przyjęto mnie do kl. II, po paru dniach przeniesiono do kl.lll;
-              warunki życia: warunki życia po wojnie byty wyjątkowo ciężkie, wszystko straciliśmy w czasie okupacji a w czasie powstania wszystko zostało zniszczone całkowicie, trzeba było zaczynać wszystko od nowa, od igły, łyżki[ butów itp... dokuczał głód i zimno.
d.            2. Poza kraiem
-              miejsce zamieszkania
-miejsce pierwszej szkoły, przedszkola
-              warunki życia
6.            Stowarzyszenie dzieci powstania 1944:
Stowarzyszenie zwraca się z uprzejmym zapytaniem, czy zechciałaby Pani, czy zechciałby Pan nawiązać kontakt z naszym Stowarzyszeniem, które stawia sobie za cel zarówno integrację naszego środowiska jak i opracowanie możliwie pełnej dokumentacji przeżyć najmłodszych uczestników Powstania. Kontakt: adres korespondencyjny 04-083 Warszawa, ul. Iglińska 26 m. 38 mail:sdpw44@gmail.com : 660 778 449 i 514 768 943
Tak, chciałbym uczestniczyć w życiu Stowarzyszenia na miarę możliwości mojego stanu zdrowia /jestem 21 lat po bay-pasach, teraz przyplątały mi się problemy onkologiczne, od wielu lat mam też szereg innych schorzeń, zwyrodnienia, owrzodzenia, refluksy…/

Zbigniew Głuchowski
 KONIEC


Wspomnienie p. Hanny Światłowskiej-Hornziel

Wspominając  lata, które już minęły, podzieliłabym  je na następujące okresy:
I.                     Od urodzenia do do1939 r,
II.                   Od 1939 do 1945,
III.                 Od 1945 do 1990
           i czas od przejścia na emeryturę.

Czas wojny pozostanie w pamięci do końca życia. A zaczęło się to wszystko od ewakuacji fabryki, z której pracował mój ojciec - PZL. Cała kadra inżynierów miała udać się przez Rumunię, Francję do Anglii. Z uwagi iż granice zostały zamknięte, wszyscy zostali skierowani na wschód. Po wielu perypetiach dotarliśmy do dawnej granicy z Rosją – wsi Adamówka. Byliśmy świadka wkroczenia wojsk radzieckich na teren Polski. W związku z tym postanowiono wrócić do Warszawy.

Sztab wojsk radzieckich, który  zatrzymał się we wsi Adamówka, najpierw zarekwirował wszystkie prywatne samochody (ojciec posiadał zaświadczenie o zarekwirowaniu jego samochodu, napisane na jakimś poplamionym kawałku papieru. Obecnie to zaświadczenie jest w posiadaniu mojego brata Tadeusza). Pozostał nam tylko autobus „Gazogen”. Ponieważ nie potrafili go uruchomić, z nóg wyjechaliśmy nim. Dzięki kierowcy o nazwisku Klujew przekroczyliśmy granicę (dowódcą tego odcinka frontu był gen. Klujew). Po wielu perypetiach dotarliśmy do linii frontu z Niemcami. Przepuścili nas bez zbędnych pytań i tak 24.XII dotarliśmy do Warszawy. 

Do naszego mieszkania (Saska Kępa ul. Elsterska 3 nie mogliśmy wrócić, ponieważ pies, który został po naszym wyjeździe w mieszkaniu, a opiekował się nim dozorca, zaatakował żołnierzy n zastrzelony. Nora była bardzo duża i silna. Obcych do mieszkania nie wpuszczała. Tak więc ojciec wynajął mieszkanie  róg Kopernika i Tamki. Ja mieszkałam u Dziadków, na Pradze przy ul. Mińskiej 8 m.1, gdyż miałam blisko do szkoły. W czasie wolnym i wakacji mieszkałam z ojcem i jego żoną (moja mama zmarła w 1936 r.). I tam zastało mnie powstanie. W naszym budynku mieszkał felczer p. Prokuratorski, który szkolił w czasie okupacji dziewczęta, które po zaliczeniu kursu zostały sanitariuszkami. Ponieważ w rodzinie i wśród przyjaciół dziadków moich dużo było lekarzy, udzielenie pierwszej pomocy nie było mi obce.

W dniu 1 sierpnia około godziny 17-tej rozległ się hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”, a następnie „Bożę, coś Polskę”… Grano na organach w szkole muzycznej – Filharmonii. Słychać było pierwsze strzały. Na ulicach pokazali się chłopcy z biało-czerwonymi opaskami. Przez pierwsze parę dni panowało zamieszanie, gdyż nie wszyscy mogli dotrzeć do domów oraz punktów zbiórki swoich oddziałów. M.in. mój ojciec, oraz mój mąż, który wtedy mężem może jeszcze nie był, obydwaj zgłosili się do „KRYBARA”. I tak ojciec został komendantem Straży Pożarnej na Powiślu, zaś mąż wraz z kolegami zajęli się budową wozu pancernego.

Pierwsze próby się nie powiodły. Dopiero po zmianie planów powstał KUBUŚ. Wszelkie oryginalne dokumenty dotyczące budowy KUBUSIA przekazałam do Muzeum Powstania Warszawskiego (mam tylko zrobione z nich ksero). Ojciec mój często brał udział w naradach u KRYBARA.

Jeśli chodzi o mnie , to miałam za zadanie udzielanie pierwszej pomocy, udzielanie informacji jak dotrzeć np. do drukarni, gdzie są przejścia piwnicami itp. Dnie mijały szybko. Niemcy systematycznie burzyli domy. Kiedy bomba uderzyła w nasz dom (na szczęście zatrzymała się na II piętrze) musieliśmy opuścić nasze mieszkanie i przenieśliśmy się na ul Okólną 3. Zajęliśmy puste mieszkanie na II piętrze. Długo tam nie mieszkaliśmy, gdyż Niemcy zajęli Powiśle. Mieszkańców okolicznych domów  spędzili  na plac vis a vis biblioteki Raczyńskich, a z stamtąd po uformowaniu kolumny, zaczęli pędzić Tamką w dół. Z całej tej wielkiej grupy ludzi oficer niemiecki zatrzymał mnie z macochą. Zaprowadził nas do baraku (częściowo spalonego) po cyrku Staniewskich. Tam namawiał moją macochę, aby z nim została, „a córkę tzn. mnie odda do PCK”, na to żona ojca się nie zgodziła. Wtedy z teczki wyjął papierową torbę, z której wysypał moc biżuterii. Wtedy moja macocha zdjęła obrączkę, dorzuciła do leżącej już biżuterii, chwyciła mnie za rękę i wybiegłyśmy na ulicę, starając się szybko dogonić grupę ludzi, którzy już odeszli kawał drogi. Jak nas zobaczyli, to tak jakby spowolnili.  Kiedy dobiegłyśmy, to szybko wepchnęli nas w środek grupy, a jakaś kobieta zarzuciła chustę na głowę macochy. Muszę zaznaczyć, że była ona bardzo piękną kobietą  o blond włosach. Ojciec jej był Francuzem. Szliśmy długo i wreszcie dotarliśmy do kościoła na Woli. Tam oddzielono kobiety od mężczyzn. Spędziliśmy w nim całą noc. Na drugi dzień zaprowadzono nas na dworzec i w bydlęcych wagonach zawieziono do Pruszkowa. Tam wpędzono nas do poszczególnych baraków. My dostałyśmy się do baraku nr 2. Tam znalazłyśmy  dwie Po paru godzinach przyszły siostry PCK, pielęgniarki i zaczęły rozdawać jedzenie – zupa, chleb, a nawet mleko dla maluchów. Znalazłam starą puszkę, która po wyszorowaniu piaskiem i opłukaniu wodą służyła jako garnek.

Wyszłam na zewnątrz baraku i znalazłam studnię, lecz ona znajdowała się za ogrodzeniem, a Niemcy nie chcieli nas do niej dopuścić. Ponieważ wielu osobom brakowało wody, zdecydowałam się przejść to ogrodzenie. Niemiec, który pilnował studni, chciał ażebym wróciła za ogrodzenie. Wtedy ogarnął mnie szał i zaczęłam kląć po niemiecku. Żołnierz zgłupiał, a ja wykorzystałam to i szybko napełniłam podawane mi pojemniki wodą. Wykorzystałyśmy to z moją macochą, aby się umyć. Po paru dniach spotkałyśmy księdza, który  powiedział, że zaraz będzie podstawiony pociąg, w którym zostaną wywiezieni ludzie do pracy, ale na terenie Polski. Udało się nam dostać do tego pociągu. Wieziono nas 3 doby i wreszcie wieczorem, po zatrzymaniu się pociągu w  szczerym polu, kazano nam wysiadać. Było zimno padał deszcz. Na drugi dzień po południu przyjechały furmanki. Zmęczeni i mokrzy byliśmy zabierani do przydzielonych nam kwater. Ja z macochą trafiłyśmy do majątku TERESIN. Tam dostałyśmy mały pokoik u pracowników majątku. Ja miałam pracować w ogrodzie i zajmować się małym dzieckiem, natomiast moja macocha pracowała w kuchni. W pałacu  znajdował się sztab wojsk niemieckich przeniesiony z Warszawy.

Nasi gospodarze mieli dwie córki Urszulę i Dankę. O ile Danka zbyt przyjaźniła się z żołnierzami niemieckimi, o tyle Ula była w porządku. Pewnego dnia, gdy szłam spać z „maluchem”, przyłączyła się do nas Danka i poprowadziła do lasu. Tam zobaczyłam siedzącego pod drzewem oficera niemieckiego. Zatrzymałyśmy się. W pewnym momencie Danka pchnęła mnie tak, że upadłam na Niemca. Nagle zobaczyłam, że sięga on po pistolet. Zaczęłam uciekać w głąb lasu. Do domu wróciłam wieczorem. Po moim przyjeździe przyszedł oficer niemiecki, okazało się, że był francuzem wcielonym do wojska niemieckiego, który powiedział, że musimy szybko uciekać, jeśli nie miałyśmy żadnych dokumentów i pieniędzy. Po północy przyszedł znajomy gospodarzy, kazał nam się spakować, gdyż zaraz wyjeżdżamy. Samochód stał przed domem. Kiedy usiadłyśmy, samochód ruszył i zawiózł nas do małego domku w lesie. Na drugi dzień zawieziono nas na dworzec w Brwinowie, skąd pociągiem pojechaliśmy do Warszawy. Opiekował się nami mężczyzna o imieniu Edmund. Kim był? Wiem, że miał kontakt z partyzantką AK, ale również i  Niemcami. Twierdził, że pracuje w organizacji THOD-a. Ciekawe, że Niemcy wykonywali wszystkie jego polecenia.

Z Warszawy pojechaliśmy do Krakowa, gdyż rodzina mojej macochy miała majątek na Polesiu koło Prużany. Niestety nie mogliśmy się tam dostać, gdyż przebiegała tam linia frontu. Wróciliśmy do Krakowa. Były kłopoty ze znalezieniem jakiegoś lokum. Edmund ulokował nas u swoich znajomych p. Szponer ul. Św. Krzyża 3. Z uwagi na ciasnotę w dwóch małych pokoikach mieszkało 5 osób (p. Szponer z 3 dzieci). Staraliśmy się znaleźć warszawiaków, którzy pomagali nowo przybyłym z Warszawy. I tak dzięki p.p. Helenie Zakrzewskiej - pisarka i Pauli Zahorskiej – przedwojenna dziennikarka i poetka zostałyśmy skierowane do majątku p.p. Bukowskich, rodziców Jerzego Bukowskiego, rektora Politechniki Warszawskiej. Zostałyśmy bardzo serdecznie przyjęte. Zastałyśmy tam żonę i ich córkę Martę oraz studentkę p. Krysię i p. Musię Prądzyńską. Następnie dojechali jeszcze p. Ziobrowska z synem oraz inż. Grzybowski z dwoma córkami i czwórką wnucząt. Na około w lasach ukrywali się partyzanci AK, Rosjanie, dezerterzy z wojska niemieckiego i zwykli bandyci, którzy ciągle napadali na dwór, żądając pieniędzy, jedzenia itp.

Z p. Krysią założyłyśmy szkołę dla dzieci pracowników majątku oraz sąsiednich wsi. Ja uczyłam w zakresie kl. I – III, p. Krysia IV – IV. Któregoś dnia przyjechali Niemcy dwoma czołgami, zaczęła się pacyfikacja. Sąsiednie wsie zostały podpalone. Ludzie przybiegali do majątku „Michałonie”. Niemcy mówili, że właścicielom majątku nic się nie stanie. A pacyfikacja to kara za udzielanie pomocy partyzantom oraz założenie szkoły. Syn pp. Bukowskich skontaktował się z dowódcą partyzantki ruskiej (posiadali radiostację) i na drugi dzień zaczęły nadlatywać „kukuruźniki”. Niemcy szybko się wycofali, a po dwóch dniach wkroczyły wojska radzieckie.

Należy zaznaczyć, że komendant partyzantki ruskiej – Misza czy Grisza codziennie przychodził do domu i przekazywał wiadomości zarówno z frontu i świata. Moim zadaniem było przekazać je do sąsiednich majątków (Bukowie, Turkowie itp). Wychodziłam wcześnie rano, a wracałam wieczorem. Był duży mróz, śniegi zawiały drogi.  Ja miałam tylko to, co wyniosłam z Warszawy. Odległości miedzy majątkami wynosiły ok. 10 km., tak więc musiałam około 20 km w ciągu dnia.

Nastąpił koniec wojny. Dostaliśmy wiadomość, że będą wysiedlać właścicieli majątków. Zaczęła się wywózka cennych rzeczy do Krakowa. Wtedy do Krakowa wyjechała moja macocha. Przyjęła ją rodzina pp. Karkowskich. Po pewnym czasie wyruszyłam do Krakowa. Szło się pieszo. Spało się w stodołach. Po paru dniach dotarłam do Krakowa. Tam odnalazła nas babcia, matka mojej macochy. Córkę, która była w  8 – mym miesiącu ciąży zawiozła do szpitala, a mnie zabrała do siebie do Częstochowy. Następnie zaczęła  szukać mojego ojca i odnalazła go w Katowicach. Podróż z Częstochowy do Katowic trwała 3 doby, z uwagi, iż były uszkodzone tory, mosty zerwane.

Chciałabym zaznaczyć, że gdyby wszystkie matki były takie, jak moja macocha, nie byłoby nieszczęśliwych dzieci. Też chcę zaznaczyć, że w Krakowie rozstaliśmy się z naszym opiekunem.
Tak zakończyła się pierwsza część moich wspomnień.

Rok 1945 – urodził się mój brat Maciuś. Na ulicach Katowic trwały walki. Matka Maciusia musiała wrócić do szpitala, gdyż wywiązało się zakażenie po porodzie. Były kłopoty ze znalezieniem mleka. Pomógł nam dyr. RGO. Dostałam od niego różne odzyski, mleko dla Maćka. Również p. Maria Potter przynosiła mleko kozic. Siostra jej, pielęgniarka, pracowała u dr Roszkowskiego – pediatry. Ojciec mój, ponieważ zabezpieczał mienie poniemieckie, przekazał całe wyposażenie do szpitala.

W roku 1946 powróciliśmy do Warszawy. Zaczęłam pracować i jednocześnie kontynuować naukę. Pierwsza praca to firma importowo-exportowa Askid. Znałam języki niemiecki, rosyjski i angielski. Po likwidacji firm prywatnych podjęłam prace w Zjednoczeniu budowlanym nr. 2. W roku 1952 wyszłam za mąż. Zaczęłam pracować społecznie z dziećmi.

Często pytano mnie, dlaczego podjęłam pracę z dziećmi. W czasie wojny często bywałam z rodzicami w Straży Pożarnej przy ul. Chłodnej. Okna mieszkania z-cy Komendanta wychodziły na Getto. Widziałam dzieci umierające z głodu, zabijane przez Niemców. Postanowiłam, że jeśli przeżyję, zajmę się dziećmi i młodzieżą. I tak się stało. Wspólnie z prof. Wytrążkiem założyliśmy Poradnię Społeczno – Wychowawczą. Były udzielane porady zarówno młodzieży jak i rodzicom. Ponieważ pracy było coraz więcej, zaczęłam zapraszać znajomych do pracy w poradni. Nie sprawdzili się kuratorzy sądowi ds. nieletnich. Następnie z inicjatywy młodzieży zaczęły powstawać Młodzieżowe Kluby Dzielnicowe. Kluby te prowadzone były przez samą młodzież pod nadzorem cichym dorosłych.

Następnie Prezes Sądu Wojewódzkiego mianował mnie przewodniczącą Komisji Penitencjarnych w dwóch z-ch karnych – Ostróda dla młodzieży i Barczewie dla dorosłych. Dla młodszych organizowane były różne konkursy, dla starszych (Barczewo) kontynuowanie nauki.

W lecie były organizowane dla młodzieży starszej obozy przy dużej pomocy Komendanta Wojewódzkiego SP. Otrzymaliśmy pole namiotowe namioty wraz z wyposażeniem, możliwość korzystania ze stołówki (w ośrodku wypoczynkowym SP). Również i w wojsku organizowane były prelekcje na temat alkoholizmu oraz zażywania narkotyków. Było prowadzone wiele prac z młodzieżą. Lecz po moim przejściu na emeryturę i przeniesieniu się z Olsztyna do Warszawy, nikt nie podjął się dalszej pracy z młodzieżą.
                                                                                       Hanna Światłowska- Hornziel

KONIEC


Aby obejrzeć prezentację p. Tadeusza Władysława Świątka "Dziecko Powstania" kliknij tutaj.


Ważny cytat:

– Powinniśmy złożyć najwyższy hołd i przeprosić ludność stolicy, że poniosła tak straszne upokorzenia, tak straszne cierpienia – powiedział gen. Zbigniew Ścibor-Rylski „Motyl”, prezes Związku Powstańców Warszawskich, odsłaniając w 2010 r. pomnik cywilnych ofiar tamtego zrywu.

Inicjatywa ustawodawcza o pomocy dla dzieci powstania warszawskiego, czyli nic się nie dzieje

Załączamy materiały z lat 2016 i 2017 dotyczące pomocy dla dzieci wojny.


Spis wspomnień Dzieci Powstania zamieszczonych w Biuletynie

Halina Kałdowska Biuletyn nr 12
Profesor Elżbieta Skotnicka-Iliasiewicz Biuletyn nr 14
Agnieszka Wróblewska Biuletyn nr 15
Jerzy Kraśniewski Biuletyn nr 16
Profesor Janusz Przemieniecki Biuletyn nr 18
Profesor Agnieszka Muszyńska Biuletyn nr 20 - 28
Profesor Elżbieta Skotnicka-Iliasiewicz Biuletyn nr 27
Mirosław Kukliński Biuletyn nr 28,29,30
Agnieszka Wróblewska Biuletyn nr 29
Wojciech Sobieszuk Biuletyn nr 30
Andrzej Bischoff Biuletyn nr 31
Profesor Stanisław Lewak Biuletyn nr 31
Jacek Krzemiński Biuletyn nr 32,33,34,35
Profesor Stanisław Lewak Biuletyn nr 33
Profesor Agnieszka Muszyńska Biuletyn nr 34
Danuta Charkiewicz Biuletyn nr 36
Aleksander Szczęsny Biuletyn nr 36
Józef Henryk Rudziński Biuletyn nr 37
Tadeusz Władysław Świątek (link) Biuletyn nr 37
Janina Tymkiewicz Biuletyn nr 38
Hanna Langner-Matuszczyk Biuletyn nr 39
Danuta Szarska Biuletyn nr 40
Halina Gniadek Biuletyn nr 41
Mirosław Grabowski Biuletyn nr 42, 43
Zbigniew Głuchowski nr 44
Hanna Światłowska-Hornziel nr 44

Pożyteczne Linki:



Linki do prac ś. p. Jana Sidorowicza: kliknij tutajtutaj i książka tutaj.

Rachunek Bankowy Stowarzyszenia za okres 27.09.2018 - 27.10.2018

Bank BGZ Paribas: 5814,01 PLN
70 dolarów kanadyjskich
100 dolarów kanadyjskich czek
200 dolarów amerykańskich

14 paź 2018

Biuletyn Stowarzyszenia Dzieci Powstania 1944. Nr 43, październik 2018




O Stowarzyszeniu Dzieci Powstania 1944
KONTAKT: 04-083 Warszawa, ul. Igańska 26 m. 38 sdpw44@gmail.com
     Nr konta SDPW1944 w Banku Gospodarki Żywnościowej (BGŻ): 10 2030 0045 1110 0000 0395 9950


  MISJA STOWARZYSZENIA


Rodzice nasi walczyli i ginęli w PW 44’ za wolną i szczęśliwą Polskę.


Rolą naszą, Dzieci ’44 jest nie tylko pamiętać o horrorze warszawskiej Hiroszimy, ale przypominać, co z tego wynika dla współczesności. Doświadczyliśmy życia w niepokoju, życia na przetrwanie oraz życia w niezdrowiu. Aczkolwiek wielu z nas wyszło z tej gehenny zahartowanymi i osiągnęło wysokie cele swego życia, ale …to raczej mniejszość z nas? I dlatego mamy prawo pytać, mamy prawo szukać odpowiedzi, mamy prawo zastanawiać się czy ofiara nie była daremną, czy cena nie była za wysoką.


A także mamy prawo oceniać czy Rodziców ofiara nie poszła na marne z punktu widzenia tego, jak następne pokolenia realizują polską rację stanu, którą jest bezpieczeństwo w oparciu o dobre stosunki z sąsiadami i mocne sojusze a także oceniać jak realizowana jest strategia wolności i zachodniej demokracji, w tym i sprawiedliwości.



Skład Zarządu i Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia

Zarząd
Przewodniczący Andrzej Olas
Wice Przewodniczący Wojciech Łukasik
Skarbnik Ewa Chrzanowska
Sekretarz Maria Nielepkiewicz
Członek Zarządu Tadeusz Świątek
Członek Zarządu Wiesław Winkler

Komisja Rewizyjna
Jacek Kijkowski
Anna Zawadzka
Władysław Mastalerz

CZŁONKOWIE HONOROWI
 Profesor Andrzej Targowski - honorowy prezes Stowarzyszenia
 P. Joanna Woszczyńska - członek honorowy
 P. Jerzy Mirecki - członek honorowy


* * *

Sympozja, wystawy, spotkania: Co się dzieje w Muzeum        Powstania Warszawskiego, w Warszawie, w Polsce i na świecie.

      Baza Ofiar Cywilnych. Muzeum Powstania Warszawskiego prowadzi bazę ofiar cywilnych, link tutaj. Pomóż uzupełnić listę.

Co dzieje się w Stowarzyszeniu:
Współpracujemy z teatrem tańca LUZ. 
Wzbogaca się baza naszych wspomnień. Dziś zamieszczamy comiesięczny felieton honorowego prezesa Stowarzyszenia, profesora Andrzeja Targowskiego, i drugą część wspomnień p. Mirosława Grabowskiego. W następnych numerach Biuletynu zamieścimy relacje p. Zbigniewa Głuchowskiego.

Mamy stronę internetową na Facebooku. Szukaj pod  @DzieciPowstaniaWarszawskiego.

Wspomnieliśmy o bazie wspomnień. Napłynęło do nas sporo wspomnień w formie maszynopisu lub rękopisu. Potrzebujemy pomocy w przeniesieniu tych wspomnień na format cyfrowy (word), tak aby zamieścić je w Biuletynie. Prosimy o zgłoszenie się na nasz adres mejlowy (powyżej) ochotników do tej pracy.


Teatr Tańca LUZ






przedstawił w dniu 27 września kolejny spektakl 

Dzieci Powstania. 



Gościem specjalnym 


spektaklu był


przedstawiciel naszego  


Stowarzyszenia


p. Tadeusz Władysław 


Świątek.






Oto więcej zdjęć ze spektaklu.










tel. 602 598 493, e-mail: joa.woszczynska@gmail.com

                            
Widziane z krzesła Honorowego Prezesa 
profesora Andrzeja Targowskiego, Nr 40


                        Rosjanie po latach a PW 1944


Warszawa Sierpień 1944. Powstanie było wymierzone politycznie przeciw ZSRR to wiadomo. Nie pomogli, bo nie było to w ich interesie. Nie chcieli by rząd PKWN dzielił się Polską z Rządem Londyńskim.  Po „wyzwoleniu” a praktycznie po wkroczeniu Czerwonej Armii do opustoszałej i niebronionej przez Niemców Warszawy prosowieckie władze panowały w stolicy bez żadnej politycznej konkurencji. Ponieważ ona na własne życzenie dokonała samobójstwa w sierpniu i wrześniu 1944 r. 

Terror stalinowski zapanował w Polsce w latach 1948-56. W setkach procesów politycznych poddano represjom ponad 60 tys. osób. Rozmiary terroru były olbrzymie. Np. jedynie w latach 1950-1951 w ramach tzw. akcji "K" na bezpośredni rozkaz Stanisława Radkiewicza, ministra bezpieczeństwa publicznego, aresztowano jako "niepewnych politycznie" ponad 4 tys. osób, w tym żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich. Pod zarzutem szpiegostwa znaleźli się w więzieniach zarówno wybitni żołnierze ruchu oporu, opozycyjni politycy, jak też byli działacze komunistyczni. Torturami fizycznymi i psychicznymi zmuszano do przyznawania się do nawet najbardziej absurdalnych zarzutów. W kapturowych procesach zamordowano setki wybitnych Polaków, m.in. stracony został gen. Emil Fieldorf ps. Nil, płk Aleksander Rode, płk Antoni Olechnowicz. Ogromne represje dotknęły także Kościół katolicki. Komuniści internowali samego Prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego. Głośny stał się pokazowy proces biskupa Czesława Kaczmarka, oskarżonego m.in. o szpiegostwo, kolaborację z Niemcami i próbę obalenia ustroju PRL. Księdza Kaczmarka skazano na 12 lat więzienia.

Jak dziś w Rosji mówi się o stalinizmie? Zwycięstwo Stalina w II WŚ jest obecnie w Rosji gloryfikowane, co usprawiedliwia sowieckie represje w ZSRR. Ale dlaczego je usprawiedliwia także w Polsce po wygranej wojnie? W wyniku stalinizmu zginęło ok. 12 miliony ludzi w ZSRR. W powojennej PRL zginęło wprawdzie „tylko” parę tysięcy ludzi, ale setki tysięcy ludzi było prześladowanych i traktowanych jako obywateli drugiej kategorii. W 1987 r. z okazji 70 rocznicy Rewolucji Bolszewickiej, M. Gorbaczow stwierdził, że „Stalin popełnił olbrzymie i niewybaczalne zbrodnie.” Natomiast W. Putin powiedział w 2000 r., że „w naszej historii były tragiczne i świetne strony.” Obecnie nie mówi się w Rosji o zbrodniach Stalina tylko o błędach. Putin zapytany na konferencji prasowej przez zagranicznego korespondenta w 2013 r. co myśli o Stalinie? Odpowiedział, „czy Cromwell był lepszy?”

Historia w Rosji nie podlega krytycznej ocenie. Dziś nie można pociągnąć do odpowiedzialności b. sowieckich funkcjonariuszy, ponieważ ich zbrodnie uległy przedawnieniu. Dla władz historia nie musi być źródłem prawdy a ma służyć ideologii państwa. W jej miejsce propaguje się „patriotyczną edukację.” Te podejście nie tylko jest sprzeczne z zasadami wolnego i demokratycznego społeczeństwa, ale nawet i z samą własną Konstytucją z 1993 r. Stwierdza ona, że żadna ideologia nie może być uznana za ideologię państwa. Historia powinna uczyć niezależnego i krytycznego myślenia a głosząc narzucony i sztuczny „patriotyzm” eliminuje uczciwą analizę i naukowe podejście. Patriotyzm jest pozytywny i wartościowy jeśli wypływa z autonomicznych postaw obywateli, którzy kochają swą ojczyznę.

Czym jest Rosja dzisiaj? Jest spuścizną Imperiów Rosyjskiego i Sowieckiego z ich ekspansjonistycznymi celami, przyjaciółmi i wrogami. Ludzie natomiast akceptują tezę, że „nie potrzebujemy rządu, który ma nam służyć, lecz potrzebujemy rządu by był jak ojciec, który czasem musi być restrykcyjny.” Kult mocnego rządu i wyjątkowości rosyjskiego człowieka usprawiedliwia politykę ekspansjonizmu i wewnętrznych represji. Ale dotąd póki Rosja nie uzna stalinizm za okres masowych morderstw i ich realizatorów za przestępczą mafię dotąd te sprawy będą straszyć po nocach i dniach ich obywateli i liderów.

Nasz stosunek do Rosji.  Żyjmy z Rosją, wielkim sąsiadem w zgodzie. Nie uczmy Rosjan jak mają żyć. Pamiętajmy, że to oni przez długie lata rządzili nami a nie my nimi. I póki co to Stany Zjednoczone wypożyczały rosyjskie rakiety do transportu amerykańskich kosmonautów do stacji kosmicznej!


                                                                 Andrzej Targowski

DANE O POWSTANIU


Wspomnienia p. Mirosława Grabowskiego, cz. 2/2

Zamiast wstępu

Motto:
„Życiem nic jest to co przeżyliśmy,
Lecz to co pamiętamy I jak pamiętamy,
Aby o tym opowiedzieć”
Gabriel Garcia Marquez

Praca na akord narzucała duże tempo, przerywane tylko krótkimi chwilami na śniadanie i obiad.
Jak na mężczyzn przystało, przydzielono mnie i mojemu rówieśnikowi, Sławkowi Wójcickiemu, największe wyroby: wazony i salaterki z grubego szkła (Bleikristall), co miało wpływ na wielkość i wagę form zanurzonych w wodzie, jak również ciężar przenoszonych wyrobów do wypalania. Panie, na szczęście, pracowały przy produkcji lżejszego asortymentu (szklanki, kieliszki, spodeczki) lub zdobywały zawód szlifierza.

Nie mogłem się doczekać pierwszej niedzieli, aby trochę odpocząć od monotonnej, ale niezbyt lekkiej pracy. Moje oczekiwania rozwiał jednak nasz Lagerfuehrer, ponura postać w mundurze SA, „zapraszając” mnie wraz ze Sławkiem do rozładowania wagonu pełnego cegieł na pobliskiej stacyjce kolejowej o nazwie Josephinenhuette. Po tak urozmaiconym dniu, w następne niedziele mogłem cieszyć się względną swobodą i wypoczynkiem.
Czas wolny od pracy przeznaczałem na poznawanie najbliższych okolic we własnym gronie, lub w towarzystwie dwóch nowopoznanych rówieśników ( synów niemieckich majstrów z huty), którzy odłożywszy mundury Hitlerjugend odkrywali przede mną uroki gór zwanych wówczas Riesengebirge. Do ulubionych rozrywek nastolatków należały zjazdy pustą zazwyczaj szosą na trasie Górna Szklarska Poręba - Piechowice sankami lub czterokołowymi wózkami, przy których dyszel spełniał rolę kierownicy, a noszone przez nas drewniaki nadawały się wspaniale do zmniejszania zbyt dużych szybkości. Powroty do obozu następowały, w zależności od kondycji lub zasobności kieszeni, pieszo albo kolejką elektryczną.

Od czasu do czasu miałem okazję bywać w niedzielne popołudnie u niemieckiej rodziny, państwa Holmannów net „kawie z ciastem”, co łączyło się również z słuchaniem wiadomości radia BBC.
Gospodarz był niemieckim komunistą, a jednocześnie szefem mojej ciotki, która pracowała w szlifierni. Ja występowałem podczas tych spotkań w roli tłumacza i budzącego współczucie dziecka, które „nazistowskie świnie” zmuszają do pracy, Moja jako taka znajomość niemieckiego powodowała, że brałem udział w wizytach moich współtowarzyszy niedoli U miejscowych lekarzy, ponadto do moich obowiązków należało robienie zakupów, w oparciu przydziały kartkowe dla całego obozu.

Przyjazd tak dużej grupy Polek, do tak odległego zakątka Trzeciej Rzeszy, wywołał zainteresowanie rodaków, zatrudnionych w tej okolicy. Do tego grona należeli: piekarz z Poznania, rzeźnik, kominiarz i rodzina pracowników rolnych, zatrudnionych w miejscowym nadleśnictwie. Wkrótce miało się okazać, że znajomości te były bardzo przydatne, a nawet pozwoliły przetrwać nam na tym terenie do końca wojny.

Przykrym incydentem, jaki wydarzył się na jesieni 1944 roku było aresztowanie mojej Mamy i jej sióstr przez gestapo. Powodem kilkunastodniowych przesłuchań w więzieniu w Jeleniej Górze były przypadkowe rozmowy mojej rodziny z jedną z urzędniczek Arbeitsamtu w obozie w Burgweide, która okazała się Żydówką. Po jej zdemaskowaniu, sprawdzono skrupulatnie wszelkie kontakty na podstawie znalezionych notatek.
Święta Bożego Narodzenia, dzięki paczkom otrzymanym od rodzin mieszkających w Generalnej Guberni, obchodziliśmy w miarę możliwości uroczyście. Nic nie zapowiadało, że względna stabilizacja, jaką cieszyliśmy się od czterech miesięcy, ulegnie za 30 dni zakłóceniu.

Postępy Armii Czerwonej utrudniły zaopatrywanie huty w węgiel, a zasoby z zagłębia wałbrzyskiego były prawdopodobnie przeznaczone do produkcji ważniejszych strategicznie wyrobów.
Z końcem stycznia 45 r. zostaliśmy poinformowani, że huta będzie zamknięta, a polska część załogi, po otrzymaniu suchego prowiantu, zostanie odstawiona do Jeleniej Góry, aby włączyć się do jednego z wielu pieszych transportów, udających się do Saksonii. Uczyniona nam propozycja, nie do odrzucenia, przy wyjątkowo niskich temperaturach i dającym się zauważyć chaosie na drogach (ewakuacja ludności niemieckiej, tzw. marsze śmierci z likwidowanych obozów koncentracyjnych ) wydała się niezbyt atrakcyjna.

Grupa, składająca się z 8 osób, do której należeli członkowie mojej rodziny oraz dwie panie z dwoma ośmioletnimi córeczkami, postanowiła doczekać końca wojny na znanym nam terenie, bez względu na wiążące się z tym konsekwencje.
Ucieczka z formowanych transportów w Jeleniej Górze i powrót po zapadnięciem zmroku, do Szklarskiej Poręby, udała się dzięki wcześniejszym uzgodnieniom z polską rodziną, mieszkającą w osiedlu Weissbachtal, położonym ponad naszym dotychczasowym obozem.
Czekająca nas kilkutygodniowa konspiracja polegała na ukrywaniu obecności przed niemieckimi sąsiadami i nieoficjalnym zdobywaniu żywności, co przy braku kartek było niezwykle trudne.

Moja rola zaopatrzeniowca, sprowadzała się do zjeżdżania, pod osłoną ciemności, na nartach do Górnej Szklarskiej Poręby, gdzie zaprzyjaźniony z nami piekarz ładował mi do plecaka kilka bochenków czerstwego chleba. Ten „ rarytas" po odgrzaniu na blasze kuchni spożywany był zazwyczaj z melasą o konsystencji miodu i mdlącym smaku. Od czasu do czasu otrzymywaliśmy zawiesinę, w której gotowany był tzw. Blutwurst, od innego rodaka pracującego u miejscowego rzeźnika.
Prawdziwym wydarzeniem okazało się podarowanie nam przez znajomego kominiarza jednego jajka z okazji Świąt wielkanocnych. Podzielone na osiem części posłużyło do złożenia sobie życzeń rychłego zakończenia wojny.

W tych ponurych chwilach jedyną pociechą była dobiegająca zza gór kanonada, świadcząca o toczących się zaciętych walkach w niezbyt odległych rejonach Dolnego Śląska. Komunikaty niemieckie donosiły o ciężkich walkach na ulicach Lubania, zniszczonego w 65%.
Nie wiedzieliśmy wówczas, że byliśmy świadkami, na szczęście na odległość, poważnych zmagań o Wał Sudecki, prowadzonych od połowy lutego przez Armię Czerwoną z oddziałami feldmarszałka Schomera. Walki na linii Lauban- Naumburg (Nowogrodziec ) były tak zacięte, że doprowadziły w dniach 1-2 marca do wyparcia oddziałów radzieckich z Lubania.

Niemiecki porządek w lokalnej administracji rozluźnił się na tyle, w miarę upływu czasu, że pod koniec marca postanowiliśmy ujawnić naszą obecność i skorzystać z oferty pracy tamtejszego nadleśnictwa. W porównaniu z hutą i okresem bezczynności w ukryciu, praca okazała się stosunkowo lekka i przyjemna, gdyż odbywała się w szkółkach leśnych i polegała na sadzeniu drzewek.

Wyzwolenie Sudetów miało miejsce w dniach 9-11 maja 1945. Dni poprzedzające ten moment charakteryzowały się zmasowanym przemarszem wojsk (głównie SS) przez naszą miejscowość szosą w kierunku Czech. Okoliczne rowy i strumyki pełne były porzuconych pojazdów dwu i czterokołowych. Na krótkim odcinku drogi: huta - Szklarska Poręba znalazłem kilka rowerów, które potraktowałem jako zdobycz wojenną. Nie nacieszyłem się nimi jednak długo, gdyż nazajutrz zostałem ich pozbawiony przez wkraczające oddziały armii wyzwoleńczej.
W całej okolicy zrobiło się biało od wywieszonych prześcieradeł i obrusów, a przestraszone własną propagandą Niemki, szukały schronienia pod naszymi skrzydłami.

Nadeszła właściwa chwila znalezienia sobie miejsca do stałego osiedlenia, skoro do Warszawy nie było po co wracać.
Przy całkowitym braku komunikacji, przemieszczenie się 8 osób wraz ze skromnym dobytkiem, nawet do odległej zaledwie o kilkanaście kilometrów Jeleniej Góry, okazało się problemem. Z kłopotów tych wybawiło nas kilku czerwonoarmistów, którzy podochoceni butelką samogonu, stwierdzili, że zapewnią nam środek transportu. W tym celu udałem się z nimi do Dolnej Szklarskiej Poręby, aby przejąć, zarekwirowanego przy pomocy pepeszy, konia w jednym z niemieckich gospodarstw. Przy okazji, moi dobroczyńcy, odkryli w stodole, pod grubą warstwą słomy, kabriolet, co podniosło jeszcze ich entuzjazm z przeprowadzonej wyprawy. Nie czułem się zbyt pewnie jadąc na oklep aż do następnej rekwizycji wozu - platformy.

Nazajutrz, pełni entuzjazmu, udawaliśmy się w nieznane, opuszczając strony, gdzie udało nam się szczęśliwie doczekać końca wojny. Nie przypuszczałem wówczas, że za rok zjawię się tam w harcerskim mundurku, aby zaliczyć swój prawdziwy obóz oraz zdobyć pierwszy stopień i kilka sprawności.
Krótka podróż do Jeleniej Góry nie była pozbawiona niespodzianek, ponieważ minąwszy Piechowice nasza furka została zatrzymana przez pojazd radziecki, w którym, ku naszemu zdziwieniu, oprócz żołnierzy, znajdowali się właściciele zarekwirowanego konia i wozu.
Pertraktacje handlowe przeprowadzone na szosie z przedstawicielami strony zwycięskiej i pokonanej, pozwoliły nam szczęśliwie dotrzeć do celu i dopiero tam rozstać się z wypożyczonym środkiem transportu. Z ostatnich badań Izby Pamięci Narodowej wynika, że nie był to odosobniony przypadek, kiedy władze radzieckie faworyzowały miejscową ludność kosztem obywateli polskich.

TRUDNE POCZĄTKI
Przyjazd do Jeleniej Góry upewnił mnie w poczuciu odzyskanej wolności i był radosnym zderzeniem z polskością, której zewnętrzne symbole przez ostatnie pięć lat zeszły do podziemia. Biało-czerwone flagi na ulicach, przedwojenne mundury i polskie - czasami nieporadne - napisy na nowopowstających urzędach i instytucjach, wszystko to wprawiało w stan euforii. Do tego nastroju ogólnej szczęśliwości przyczyniły się również spotkania z bliskimi, z którymi rozdzieliło nas Powstanie, a nawet kampania wrześniowa 1939.

Ojciec mój, po wyzwoleniu obozu jenieckiego II D w Gross Bom w lutym 45, czekał kilka miesięcy na spotkanie z nami.
Posiadam jeszcze pisemko z pieczątką, W.P. Komenda Wojenna w Jeleniej Górze o następującej treści: „Zgadzam się na osiedlenie rodziny kpt. Grabowskiego Zygmunta w Jeleniej Górze i proszę Urząd Kwaterunkowy Miasta o udzielenie pomocy” - podpis nieczytelny.
Jako jedni z pionierów otrzymaliśmy siedmiopokojowe mieszkanie przy ulicy Wilhelmstr. 46 (Aleje Wojska Polskiego) z fortepianem marki Steinway, co ułatwiło mi kontynuowanie nauki gry na tym instrumencie.
Moja mama i pozostali członkowie rodziny rozpoczęli budowę zrębów kupiectwa polskiego na Ziemiach Odzyskanych.

Nie mogąc doczekać się rozpoczęcia nauki w Gimnazjum Ogólnokształcącym im. Stefana. Żeromskiego, udzielałem się w Straży Przemysłowej, wykonującej polecenia Pełnomocnika Rządu RP na obwód nr 29. Jedną z akcji było rekwirowanie w okolicznych wsiach odbiorników radiowych, które ciężarówkami przywoziliśmy do Jeleniej Góry.
Z tego okresu (data 23 lipiec 45) posiadam wydane w języku polskim i rosyjskim zezwolenie nr 244, podpisane przez ob. Tabakę na „trzymanie i używanie roweru w granicach powiatu Jelenia Góra, zezwolenie ważne do dnia 31.12.1945 r.”

SZKOLNE LATA
I wreszcie nadszedł ten od dawna oczekiwany dzień, kiedy pełen radości, ale i tremy, udałem się na ulicę Kochanowskiego. Mogę śmiało powiedzieć, że do szkoły miałem „pod górkę”, tak jak większość z nas, poza Irką K., Wiesią D. i Hanią M. Znalezienie się po raz pierwszy w życiu w prawdziwym, polskim gimnazjum i poznanie tylu koleżanek i kolegów, pochodzących z różnych stron kraju, było niezapomnianym przeżyciem.

Moja pierwsza klasa, którą była IIIa, z groźną i mającą swoje śmiesznostki wychowawczynią, panią Weryho jest dla mnie ciągle wzruszającym wspomnieniem.
Szacunek, jakim darzyliśmy naszych nauczycieli i autorytet posiadany przez Dyrektora Szkoły, w zestawieniu z niedawnymi, karygodnymi ekscesami uczniów toruńskiej szkoły zawodowej wobec swego wykładowcy, pokazuje, jak bardzo różni się młodzież na przestrzeni ostatnich sześćdziesięciu lat.
Panująca wówczas dyscyplina i poszanowanie porządku, powodowało, że nawet niewinne z dzisiejszego punktu widzenia, „urwanie się” kliku klas z lekcji w prima aprilis doprowadziło do zawieszenia nas w prawach ucznia.

Wysoka kultura i sposób prowadzenia lekcji języka polskiego przez dyrektora M. Tazbira sprawiły, że bez oporu wkuwaliśmy na pamięć wyjątki z prozy nie tylko Bolesława Prusa, lecz również patrona naszej szkoły Stefana Żeromskiego.
Do przedmiotów niezbyt przeze mnie lubianych mogę zaliczyć lekcje rysunku i biologii. Wytrwanie podczas tych pierwszych bez kompromitacji zawdzięczam pomocy i talentowi Reny F.
Moje zmagania z profesorem Suderem, zakończone oceną dostateczną z biologii, zostały opisane w dowcipnej scence walki na ringu bokserskim, przez naszego kolegę Staszka Kuszewskiego, który wystąpił w roli sprawozdawcy sportowego.

Mimo przebywania na rubieży, nie byliśmy pozbawieni przeżyć kulturalnych, gdyż tzw. Strawy Duchowej, dostarczały nam organizowane przez Szkołę spotkania ze znanymi pisarzami (Maria Dąbrowska, Gustaw Morcinek) i występy popularnych pianistów i piosenkarzy (m.in. Marta Mirska).
Dużym wydarzeniem była każda premiera miejscowego teatru, w wykonaniu aktorów, z których wielu zalicza się obecnie do czołowych postaci teatru i filmu. Ta fascynacja sztuką teatralną nie była tylko bierna, skoro oba hufce ZHP potrafiły wystawić na deskach teatru „Pana Geldhaba” i „Serduszko” (bilety w cenie 80-160 zł).

Wspominając różne rodzaje rozrywki, nie można pominąć roli, jaką odegrały działające w mieście trzy kina, z których „Lot” należał do najbardziej lubianych. Do ówczesnych hitów zaliczono takie filmy jak „Pustelnia Parmeńska” czy „Czerwone i czarne”, a melodie z „Serenady w Dolinie Słońca” były przebojami, przy których tańczyło się na imprezach w YMCE i na prywatkach.
Przegląd zajęć i zainteresowań młodego człowieka byłby niepełny, gdybym nic wymienił sportu. Położenie Jeleniej Góry w połowie drogi między Szklarską Porębą a Karpaczem, stwarzało wiele okazji do białego szaleństwa. Wyraźnie preferowaliśmy wypady do Karpacza, gdzie trasy narciarskie były bardziej dostępne, a w drodze powrotnej deski odpinało się dopiero przed stacją kolejową.

Ówczesny sprzęt, wyłącznie poniemiecki, pozostawiał wiele do życzenia, szczególnie w porównaniu z dzisiejszą ofertą rynku. Powodem do dumy było posiadanie nart okutych metalowymi krawędziami i wiązań sprężynowych typu kandahar, które stanowiły niewątpliwy postęp w porównaniu z wiązaniami mocującymi buty przy pomocy rzemienia i klamry. Latem natomiast wolny czas wypełniał mi pobyt na basenie i rowerowe, a później motorowe wypady do Bukowca, Pilichowic, Świeradowa, a nawet do Wałbrzycha.

HARCERSKA PRZYGODA
Patrząc wstecz - z perspektywy 60(!) lat - uważam, że znaczącą rolę w kształtowaniu naszych postaw życiowych, obok domu rodzinnego i szkoły, odegrało harcerstwo. Była to nie tylko „wielka przygoda” polegająca na przyjemnym spędzaniu czasu lecz jednocześnie szkoła patriotyzmu i uczciwości, ucząca punktualności i poczucia obowiązku, koleżeństwa i solidarności.
Moja przygoda z ZHP, rozpoczęta w 1943 roku przynależnością do Szarych Szeregów, po dwuletniej przerwie, była kontynuowana w szeregach 22 Lotniczej Dolnośląskiej Drużyny Harcerzy.

Przypuszczam, że to był przypadek, iż założyłem szarą chustę i bluzę mundurową z biało-czerwoną szachownicą na rękawie, zamiast trafić do konkurującej na terenie Szkoły drużyny „wodniaków” czyli 2 DDH. Czwarty zastęp „Sępów” do którego należałem składał się z najstarszych chłopców w drużynie (Izio Barszczewski, Andrzej Czerwiński, R. Malinowski, Michał Nabrzyski, Marian Tobis, Roman Wachnowski) pod przywództwem Andrzeja Kłodnickiego. Zarówno on jak i drużynowy Bogdan Kłoskowski byli dla mnie postaciami godnymi naśladowania. Pierwszy obóz pod namiotami w lipcu 46 r., w pobliżu Górnej Szklarskiej Poręby zacieśnił nasze przyjaźnie. Zdobycie stopnia młodzika i złożenie przysięgi w dn. 24 lipcu, w malowniczej scenerii, na ręce Komendanta Chorągwi, podkreślało znaczenie tego obozu u progu mojej harcerskiej drogi.

Swego rodzaju porażką było oblanie egzaminu na sprawność „trzech piór" (niestety gadulstwo) i musiałem się zadowolić „leśnym człowiekiem”.
II stopień uzyskałem podczas 13 dniowego kursu zastępowych (grudzień 46 - styczeń 47) w Karpaczu w willi „Wykapka", gdzie panowały wyjątkowo spartańskie warunki.
Prawdziwie harcerską przygodą było zdobywanie latem 1947 r. złotej lilijki, co miało miejsce w trakcie całodobowej górskiej wędrówki od Szklarskiej Poręby do Karpacza. Natomiast uzyskanie, rok później, stopnia Harcerza Orlego, podczas obozu HSP w Łazach koło Koszalina, było o tyle oryginalne, że próby harcerskie zostały połączone z forsowaniem wojskowego toru przeszkód w pełnym uzbrojeniu, udostępnionym przez stacjonującą tam jednostkę WOP.

Lotniczy charakter 22 DDH nie ograniczał się tylko do prac modelarskich i zajęć teoretycznych, lecz został podbudowany solidnym treningiem szybowcowym, podczas letniego obozu Drużyny, pod Malborkiem, latem 1947 r. Do poznania tajników latania służyły poniemieckie szybowce typu SG-38 i sucha zaprawa na tzw. chwiejnicy, imitującej różne sytuacje w powietrzu. Nagrodą za holowanie szybowców pod górę i naciąganie gumowych lin były krótkie starty, zakończone lotami za wyciągarką.

Poza tremą wynikającą z samodzielnego znalezienia się w powietrzu, były też momenty humorystyczne, kiedy mylono kierunek lądowania, w wyniku czego szybowiec osiadał na koronie rozłożystego drzewa zamiast na trawie. Karą za takie przewinienie było chodzenie przez jakiś czas z wiechciem słomy uwiązanym na jednej nodze i siana na drugiej, nie mówiąc już o dosadnym określeniu przez instruktora kwalifikacji przyszłego pilota.
Wracaliśmy bardzo dumni do naszej kochanej Jeleniej Góry z tej pierwszej, i dla wielu z nas ostatniej, podniebnej przygody, przypinając do bluzy harcerskiej wymarzoną białą mewkę na niebieskim tle, oznakę kategorii A. Maszerując wówczas przez miasto, śpiewaliśmy bardziej dziarsko niż zazwyczaj, w rytm werbli i fanfar, hymn naszej Drużyny:
„Kiedy w mieście słyszysz hałas
Nie pytaj co za przyczyna
To na pewno maszeruje
Dwudziesta druga drużyna”

Ten radosny nastrój został zakłócony przez tragiczny wypadek, jaki miał miejsce kilka dni po powrocie z obozu szybowcowego.
Jeden z jego uczestników, Kazik Bareja, młodszy brat Staszka, podczas wycieczki z rodzicami na zamek Chojnasty, spadł ze skały, robiąc zdjęcie, tak nieszczęśliwie, że zginął na miejscu. Było to już drugie tak smutne zdarzenie w naszej drużynie, gdyż rok wcześniej, żegnaliśmy naszego kolegę Janusza Barana, zastrzelonego na ulicy przez czerwonoarmistę za odmowę oddania roweru.
Kończąc opis mojej przygody harcerskiej, która była dla mnie równie ważna jak przygotowania do matury czy zajęcia w Szkole Muzycznej, chciałbym jeszcze wspomnieć o tak popularnym obecnie sponsoringu, który już wtedy miał miejsce. Powojenna mizeria finansowa zmuszała drużyny do zdobycia dla siebie względnie zamożnego opiekuna, który mógłby zapewnić odpowiednie pomieszczenie na zbiórki harcerskie i ułatwić dotarcie do miejscowości wytypowanych na letnie obozy.
W pierwszym okresie swej działalności, 22 Lot. DDH była „przy” ZZK, czyli Związku Zawodowym Kolejarzy, co wynikało z faktu, że rodzice wielu członków Drużyny było pracownikami PKP. Dzięki temu dysponowaliśmy na tyłach dworca kolejowego wspaniałą harcówką, składającą się z 2 obszernych sal i długiego pomieszczenia, w którym znajdował się tor do gry w kręgle. Taka powierzchnia pozwalała na jednoczesne organizowanie zbiórek wszystkich pięciu zastępów, bez względu na pogodę.

Ambicją kolejnego drużynowego, którym został Wojtek Czarnecki było znalezienie nowego sponsora w związku z potrzebą ufundowania sztandaru Drużyny. Wybór padł na cech rzeźników, do którego należeli rodzice naszego drużynowego. Fakt ten utkwił mi w pamięci, ponieważ jako skarbnik Drużyny, objeżdżałem na rowerze poszczególne masarnie na terenie powiatu, oferując honorowe gwoździe do drzewca sztandaru w zamian za udzielone wsparcie finansowe.

Matura w 1949 roku oznaczała koniec beztroskich lat, realizację planów związanych z dalszymi studiami, a tym samym konieczność rozstania się z Jelenią Górą. Dla wielu z nas okazją do pożegnania się z Harcerstwem był wspaniały obóz letni, zorganizowany przez oba Hufce w Nowym Śliwnie nad Bałtykiem. Było to jednocześnie pożegnanie z naiwną wiarą, że dobro zawsze zwycięża zło.

Józefów, marzec 2004

KONIEC


Dostaliśmy wiadomość o poważnym wypadku samochodowym dziecka powstania, p. Kazimierza Duchowskiego:

Chcę Pana poinformować, że Kazik uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu i przebywa w Trauma Unit Vancover General Hospital.
Ma 7 żeber połamanych, 4 – po prawej stronie, 3 – po lewej. Żebra są połamane kilkakrotnie, po dwa- trzy razy. Ma trudności z oddychaniem.
CT scan wykazał : collapse of R / lung.
Ma kroplówki i założoną tubę do prawego płuca.
Jest przytomny i może rozmawiać.
Aby obejrzeć prezentację p. Tadeusza Władysława Świątka "Dziecko Powstania" kliknij tutaj.

Pani Mira Dzieduszycka, wiadomość z Kanady, od pana Jerzgo Mireckiego.


Dzisiaj udało mi się spotkać z panią Mirą i popytać ją o czasach Powstania. Efektem tego spotkania było. że dowiedziałem się Jej daty urodzenia: 2 luty 1927 w Warszawie. Jej panieńskie nazwisko (w czasie Powstania) - Lewandowska Mirosława stąd pseudonim "Mirka"...Miała 17 lat. Na początku Powstania nie należała oficjalnie do Armii Krajowej, ale wykonywała polecenia oficerow AK. Jak trzeba było to nosiła meldunki, lub w szpitalu polowym pomagała przy obsłudze rannych. Krótko, przed kapitulacją, została zaprzysiężona i stała się oficjalnie żołnierzem A.K. Pod koniec Powstania razem z oddziałem AK - ewakuowała się kanałami ze Starówki, gdzie była od wybuchu Powstania - na Mokotów.
Captain Navy Krzysztof Książek - Defence, Military, Naval and Air Attaché at the Embassy of the Republic of Poland, Ms. Danuta Francki, Ms. Agata Wrzoł-Kurnicka, wife of the Ambassador of the Republic of Poland to Canada, H.E. Andrzej Kurnicki Ambassador of the Republic of Poland to Canada, Ms. Leokadia Bortkiewicz, Mr. Józef Palimąka, Ms. Mira Dzieduszycki (RESIDENT of WAWEL VILLA SENIORS RESIDENCE), Major General Allen Frances - Deputy Vice Chief of Defense Staff, Canada
Później, po kapitulacji powstania, wywieziona do Niemiec do obozu Oberlangen, w którym przebywała do zakończenia wojny. Potem wyjazd do Anglii. Tam poznała p. Bieńkowskiego (też z AK) i pobrali sie, potem wyjechali do Kanady. Po śmierci męża wyszla ponownie za mąż za hr. Dzieduszyckiego, który już nie żyje, a Ona zamieszkała w polskim domu seniora - Wawel Villa. Ma jedyną córkę - Danutę  ELSKIN z pierwszego malżeństwa.



Ważny cytat:

– Powinniśmy złożyć najwyższy hołd i przeprosić ludność stolicy, że poniosła tak straszne upokorzenia, tak straszne cierpienia – powiedział gen. Zbigniew Ścibor-Rylski „Motyl”, prezes Związku Powstańców Warszawskich, odsłaniając w 2010 r. pomnik cywilnych ofiar tamtego zrywu.




Inicjatywa ustawodawcza o pomocy  dla dzieci 

powstania warszawskiego, czyli nic się nie dzieje


Załączamy materiały z lat 2016 i 2017 dotyczące pomocy dla dzieci wojny. 

                                                            




Spis wspomnień Dzieci Powstania zamieszczonych w Biuletynie

Halina Kałdowska                                                             Biuletyn nr 12
Profesor Elżbieta Skotnicka-Iliasiewicz                             Biuletyn nr 14
Agnieszka Wróblewska                                                     Biuletyn nr 15
Jerzy Kraśniewski                                                             Biuletyn nr 16
Profesor Janusz Przemieniecki                                        Biuletyn nr 18
Profesor Agnieszka Muszyńska                                       Biuletyn nr 20 - 28
Profesor Elżbieta Skotnicka-Iliasiewicz                            Biuletyn nr 27
Mirosław Kukliński                                                            Biuletyn nr 28,29,30
Agnieszka Wróblewska                                                    Biuletyn nr 29
Wojciech Sobieszuk                                                         Biuletyn nr 30
Andrzej Bischoff                                                               Biuletyn nr 31
Profesor Stanisław Lewak                                                Biuletyn nr 31
Jacek Krzemiński                                                             Biuletyn nr 32,33,34,35
Profesor Stanisław Lewak                                                Biuletyn nr 33
Profesor Agnieszka Muszyńska                                       Biuletyn nr 34
Danurta Charkiewicz                                                        Biuletyn nr 36
Aleksander Szczęsny                                                       Biuletyn nr 36
Józef Henryk Rudziński                                                   Biuletyn nr 37
Tadeusz Władysław Świątek (link)                                   Biuletyn nr 37
Janina Tymkiewicz                                                           Biuletyn nr 38
Hanna Langner-Matuszczyk                                            Biuletyn nr 39
Danuta Szarska                                                               Biuletyn nr 40
Halina Gniadek                                                        Biuletyn nr 41
Mirosław Grabowski                                                Biuletyn nr 42, 43


Pożyteczne Linki:
Linki do prac ś. p. Jana Sidorowicza: kliknij tutaj,  tutaj i książka tutaj.

Rachunek Bankowy Stowarzyszenia za okres 27.09.2018 - 27.10.2018

Bank BGZ Paribas:  5814,01 PLN
70 dolarów kanadyjskich
100 dolarów kanadyjskich czek
200 dolarów amerykańskich